niedziela, 26 sierpnia 2012

Zioła... ziółka z nich takie :)

Wczoraj nalewka i oczyszczanie organizmu, by przygotować się do reszty...
Było ciekawie, tzn działo sie to i owo... a to oznacza, że organizm reaguje na zioła, że są bakterie które ulegają ich sile, że warto spróbować tej drogi...
Zaparzyła, a raczej zrobiłam odwar (czyli gotowałam ok 20 minut na bardzo wolnym ogniu pod przykryciem) z mieszanki ziółek. Zostawiłam to wszystko w garnku - bo od razu ugotowałam na dwa dni jak mam pozwolenie i wskazówki od "ZIELARKI" która ma większe pojęcie o tych roślinkach niż ja.
Spokojnie - nie jest to Baba Jaga z Chatki w lesie...
Ziółka ugotowanie, mam przechowywać w lodówce - nie odlewać ich, tak lepiej naciągają... no i faktycznie naciągnęły mocno!!! Takiego naparu mimo, że nie wsypałam tak dużo jak mi sie wydawało... nie byłam w stanie wypić , musiałam rozcieńczyć wodą (od razu ogrzałam napar dodając ciepłej wody). Piję to z dodatkiem specjalnej nalewki - innej, niż ta co wczoraj na rozpoczęcie. Do tych ziółek dojdą jeszcze kropelki ze szczeci które będę zwiększała codziennie o jedną kropelkę.
Dzisiaj bez szczeci wypiłam szklaneczkę... niestety musiałam dosłodzić (użyłam stevi, bo cukru już od dawna nie używam), choć wiem że nie powinnam... może jak już opanuję smak ziół to i dojde do niesłodzenia...
Ziółka na oczyszczanie, odblokowanie arterii i poprawę funkcji mózgu udało sie mi wypić nie dosładzane.

Nalewki są na alkoholu, mimo że dodaję ich dosłownie ok 10 ml na szklankę (u mnie jest to kubek czyli ok 300 ml) to smak wyczuwam i mnie skręca. Ja naprawdę źle znoszę alkohol, jeszcze wino dobre ujdzie... ale nie wódka. W połączeniu z ziołami smak ma "oryginalny" ale mam nadzieję, że przyzwyczaję się.
Przecież to dla zdrowia... ech.

Do wszystkiego człowiek może się przyzwyczaić - zielonej herbaty tez nie lubiłam a potem tylko zielona i czerwona :) Niestety jakość ma znaczenie i zwykłej, marketowej ekspresówki za grosze nadal nie pijam, bo potem boli mnie żołądek. Dobra zielona herbatka... nie ma porównania w smaku oraz działaniu.
Teraz nie wiem czy w ciągu dnia starczy mi pojemności na dodatkowe szklaneczki, bo 3x ziółka na Borelkę, potem oczyszczające ze dwa razy... a jeszcze i kawkę czasami bo kocham kawę...
Czyli cały dzień będę pić :P

sobota, 25 sierpnia 2012

Nowy etap leczenia... ZIOŁA

Ten tydzień był wyczerpujący dla mnie.
Koniec anginy - uff... Astma lekko znów się zaostrzyła, ale to wina stresu jak podejrzewam.
W poniedziałek miałam zabieg ginekologiczny.
O 7 stawiłam się na oddziale, na czczo jak kazali, z wszystkimi papierami i niewielką torbą.
Położono mnie na sali, pobrano krew i czekałam... Przyszedł lekarz i dowiedziałam się, że ok 11 powinnam zostać wezwana na blok operacyjny. Czekałam i czekałam... i sie nie doczekałam, bo kobieta przede mną wróciła z bloku i mieli jakiś nagły przypadek, więc musiałam poczekać.
O godz 14 podłączono mi kroplówki bo ani pić mi nie wolno, jeść tym bardziej... i już mi "język kołkiem stawał" bo było dość ciepło.
Ok 16 zobaczyłam innego lekarza, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu tego, który prowadził moją ciążę (jeździłam do niego specjalnie, bo jest dobrym specjalistą moim zdaniem, zreszta poleconym przez kilka osób)... Na bloku już nie tylko mnie poznał, to pamiętał że prowadził moją ciążę, że gdzieś 4 lata temu urodziłam, że mam starszą córkę (pomylił sie lekko z jej wiekiem bo dał jej 12 lat, ale ona wygląda na młodszą :PPP) ... jednym słowem byłam totalnie zaskoczona spotkaniem i doskonałą pamięcią doktora.
Położyli na stole, podłączyli mi wszystko i nagle nie pamiętam nic.
Po zabiegu obudziłam się i jedynie nieprzyjemny ból brzucha dał znać, że już po wszystkim.
Zabieg był rozleglejszy niż się spodziewałam (wyszły inne kwiatki podczas zabiegu). Teraz czekam na wyniki histopatologiczne. Lekarz gdy przyszedł sprawdzić czy wszystko ok, to pytałam go o to czy jest ok... no i nie wiem. polipem mam się nie martwić tak, a reszta... jak będa wyniki to porozmawiamy.
Martwię się i mam powody, bo jestem z grupy dość wysokiego ryzyka (moja mam miała raka narządów kobiecych, babcia taka piersi co rzutuje na obciążenie wywiadu genetycznego).
Ale gdybanie nic nie da - bo wróżenie z fusów da taki sam efekt... może to nic niepokjącego, może to tylko endometrium... może... no właśnie.

Wróciłam do domu tego samego dnia ok 20.30. Zalecenia - nie przemęczać się, nie dźwigać itd...
Kacper przywitał mnie bardzo brzydkim kaszlem (duszący, ale jakby miał gdzieś zalegający śluz).
Pojechałam rano do pediatry i po antybiotyku spadek odporności, osłuchowo zaostrzony szmer oskrzelowy. Mam inhalować Mucosolvanem rano i po obiedzie, a wieczorem podwójna dawka Pulmicortu - czyli 0,5 na jeden raz.
Niestety dzisiaj sobota a kaszel dalej się pojawia - nie ma go cały czas, ale jest chwilami.

Ja natomiast dochodzę do siebie, ból juz minął... jest ok.

Inne dolegliwości dają w kość, tzn bóle stawów i kości, ból głowy... ale to moje borelkowe dolegliwości.
Dłużej nie będę ich spychać na skraj świadomości, bo tylko nasilają się i coraz częściej męczą.
Niestety do antybiotyków na razie wracać nie chcę, bo wątroba, nerki... no i grzybek.
Nawiązałam kontakt i zaczynam leczenie ziołami.
Dzisiaj jest przygotowanie terenu - nalewka z wodą Zuber (swoją drogą ta woda to straszne świńatwo, ble.... zapach to jedno, ale zatkanie nosa nie pomaga, bo smak jest taki sam). Nalewka ma dać popalić bakteriom... potem trzeba wydalić z organizmu to co toksyczne - łyknęłam oleju rycynowego... i zaczynam przyjaźń z toaletą :)
Moja terapia to mieszanka ziół do picia, nalewka, szczeć ... do tego herbatki z mieszanek ziół oczyszczających.
Kacperkowi na dolegliwości kaszlowe podaję lekką herbatkę ziołową drugi dzień, niestety on nie jest chętny do picia więc na razie odrobinę mieszam z normalną herbatą i tak sobie popija. Samych ziół nie chciał za nic wypić - od razu ma odruch wymiotny jak przy niektórych syropach.

Ostatnio poświęcam sporo czasu i zgłębiam tajniki ziół, fititerapii... może naprawdę uda mi się pomóc swojemu organizmowi siłą natury? Zioła mają ogromną moc i jeśli nie spróbuję to nie będę wiedziała czy na mnie to działa...  Trzymajcie mocno kciuki bym wytrwała i żeby zadziałały.

Zostawiam zainteresowanym link gdzie jest bardzo dużo opracowań na temat ziół i boreliozy.
Dr Różański ma wiedzę i doświadczenie w leczeniu bardzo wielu chorób.
Dla mnie to kopalnia wiedzy i informacji:
Na temat Boreliozy u dr Różańskiego

Ps.
Po zażyciu nalewki rano pojawiły sie silne bóle wędrujące, ścięgna achillesa rwały jak na Cipronexie. Pojawił się ból w klatce (nie umiem go określić nawet) i bolała mnie kość ogonowa tak, że noga drętwiała do palców. To wszystko wyróżniłam z innych odczuć, dlatego że sa to doznania "świeże" albo dawno ich nie było. Pierwsze co to takie jakby oszołomienie, ból nadgarstków i kostek, ból za okiem, szum w uszach ale to wszystko pojawiało się ostatnio często więc nie wiązałam akurat wystąpienia z przyjęciem nalewki.
Coś na pewno się zadziało...

sobota, 18 sierpnia 2012

Leczymy się... kurujemy!!!

Jakby nie było to o swojej rodzinie mogłabym napisać książkę medyczną chyba.
W poniedziałek Kacperek leciał przez ręce, gorączka taka że widział kolorowe żyrafy, latające słonie... majaczył jednym słowem, a ja co odrobinę zbiłam temperaturę do 39 stopni ta znów rosła.
Pediatra nie wiedział co to jest (może angina bo gardło zmienione, ale jeszcze nalotów nie było, a może zapalenie dróg moczowych... bo oskrzela zaostrzony szmer ale on astmatyk to tak może mieć i jedynie wziewy). Dostaliśmy skierowanie na badania - morfologia bardzo zła, przesunięcia w rozmazie, leukocyty wysokie sporo ponad normę, anemia, CRP ponad 40 a norma od 0 do 5. No i badanie moczy nie ciekawe (białko, krwinki czerwone, bakterie itp). Jednym słowem silny stan zapalny - więc antybiotyk bo to nie wirus. Dostał silny antybiotyk, ma wybrać dwa opakowania ale już jest lepiej.

Razem z nim Weronia się rozkładała, ale ona miała gardło jak w wirusówce. W czwartek wymioty, mdlała... wszystko bolało, gorączka... więc jazda do pediatry od nowa. Powikłania u niej bo uszy bolą, gardło brzydkie choć jeszcze nie angina... ale wczoraj już były naloty i czopy na migdałkach. Ona również na antybiotyku (ja dzisiaj widzę poprawę więc jest lepiej mimo, że przełykać nie może).

Żeby nie było zbyt lekko gdy wróciłam do domu z Werką w czwartek od pediatry nie czułam się najlepiej (w aptece zapobiegawczo wzięłam różne przeciw grypowe, bo ostatnio wszystko poszło z domowych zapasów), do wieczora mnie rozłożyło na maxa. Gorączka bardzo wysoka, dreszcze itd... to wzięłam co miałam od grypy i do łóżeczka, soczek malinowy, zapas suchych ubrań... i poduszka elektryczna bo mnie trzęsło niemiłosiernie.
Wszystko było dobrze, ale miałam umówioną wizytę u pulmonologa na 13 - od rana wzięłam leki, było jakby lepiej... tylko gardło drapało byłam osłabiona... no i wizyta ważna bo to ustawienie leków astmatycznych.

Niestety poprawa nie jest taka jak powinna być. Mam zmienione leki częściowo i dawki zwiększone, dołożone nowe... znów reklamówka duża. Wieczorem gardło dosłownie zaczęło mnie rwać a tak sajgon... ANGINA jak nic. Jazda na pogotowie bo już do ogólnego za późno a sama nie chciałam z antybiotykiem celować. Miałam w domu Unidox jeszcze ale nie wiedziałam czy on na te bakterie działa, itd...
Pani doktor potwierdziła anginę, wytłumaczyłam że brałam w dużych dawkach ostatnio takie i takie leki (leczenie borelki), powiedziałam o astmie i jakie mam leki przepisane... dostałam receptę.

Jakież było moje zdziwienie w aptece gdy za antybiotyk miałam zapłacić 50 zł niemal, bo nie mam zniżki!!!
Wróciłam na pogotowie z pytaniem czemu (ja nie mam już takich zapasów finansowych, leczenie dzieci i ich leki, moje leki astmatyczne wykupiłam w południe ponad 100zł, leki od grypy... poszło naprawdę dużo jak dla mnie w jednym tygodniu dosłownie na same leki).
Podobno bez wymazu nie może mi przepisać leku ze zniżką.
Poprosiłam o coś tańszego w takim razie - ale Unidox i Cipronex podobno odpada jak brałam ostatnio.
Szukała i szukała... i w końcu spytałam czy ten Unidox na anginę mógłby być, bo mam go w domu.
Kazała mi brać i jeśli w ciągu trzech dni nie będzie poprawy to do lekarza POZ po inny... tylko ja w poniedziałek mam zabieg.
Dzwoniłam w piątek rano na oddział żeby przełożyć, ale pielęgniarka stwierdziła że może wyzdrowieję... żebym przyjechała rano na czczo to się zobaczy. Tłumaczyłam, że mam gorączkę, ostra infekcja itd...
Zobaczymy czy mnie zakwalifikują... tylko najgorsze, że jeśli nie to Marek straci urlop a ja zabieg i tak muszę mieć najwyżej w innym terminie.
Boję się trochę bo to jednak narkoza itd... no potem ten czas oczekiwania na wyniki histopatologiczne.
Trzymajcie kciuki...

Co do mojego leczenia - gdy wrócę ze szpitala przechodzę na zioła.
Podjęłam już decyzję, że spróbuję siły natury w walce z tym dziadostwem.
Może będą mnie mniej wyniszczały, może będę reagowała na nie.
Pierwszy miesiąc to taki test bo wierzę w zioła ale czy mój organizm zareaguje... tego nie wie ikt.
Muszę coś zrobić, muszę walczyć... a ABX ostatnio szarpnęły ni wątrobę i chyba nerki troszkę nadwyrężyły. Może to wina toksyn... Nie mówię już o tym jak szarpnęły kieszenią (raczej saldo na subkoncie skurczyło się dość mocno).

W środki na leczenie walczę, walczę zawzięcie. Wystawiam cały czas aukcje...
Ostatnio wrzuciłam paski, paseczki... naprawdę wiele pięknych rzeczy.
Piękne szale i szaliki.
Jeszcze mam trochę do wystawienia apaszek i chust, ale muszę sił nabrać.

Sami zobaczcie jakie cacuszka :))))
moje aukcje charytatywne allegro

niedziela, 5 sierpnia 2012

Allegro...

Ostatnio popracowałam sobie troszkę nad aukcjami, które wystawiam na allegro...
Przybyły nowe rzeczy, które jeszcze nie były wystawiane. Część przedmiotów wystawiona ponownie.

Wystawiłam również swoją "kolekcję" breloczków jaką uzbierałam swego czasu... jeszcze nie wszystko jest na aukcjach, ale sukcesywnie będę dokładać.
Pojawiła się na aukcji prześliczna torebka, która została ozdobiona ręcznie - wykonana szydełkiem z lekko błyszczącej nitki wierzchnia warstwa torebki. Otrzymałam ją na aukcje od Pani Zofii M, za co bardzo serdecznie dziękuję.
Torebkę można zobaczyć i wylicytować TU.

Nie czuję się super i silna, więc oszczędzam się fizyczne bo jedynie zrobienie zdjęć wymaga ruchu. Później już tylko siedzenie... a to moge nawet w masce inhalatora pracować.
Niestety moje duszność nadal męczą, nadal wysiłek daje mi popalić krótkim oddechem, zaciskaniem.
Byle to nie było to czego się boję... od dawna się boję.
Znam swoją chorobę i wiem jakie są możliwe następstwa... dlatego modlę się, by to nie było dalsze osłabienie mięśni oddechowych, Nie może to być to...



czwartek, 26 lipca 2012

Ach ten kaszel...

Od tej infekcji, gdy na jakiś czas straciłam głos mam kaszel. Początkowo nie był dokuczliwy i tylko czasami mnie łapał. Z czasem jednak zamiast ustępować nasilał się - nie pomagały syropki z apteki, robione w domu...
Wczoraj byłam u pediatry po receptę dla Kacpero na Singulair, załatwiłam co miałam załatwić i weszłam na górę do ogólnego. Kaszelek zaczął mnie już wybudzać w nocy a najgorzej jest nad ranem. Tak samo przy wysiłku albo jak mówię więcej. Pojawiły się duszności wtedy... No trochę bałam się, że może nie doleczyłam wtedy tej infekcji, a może coś nowego złapałam...
Zapisów oczywiście nie było, ale weszłam spytać Pani Doktor czy mnie przyjmie bo nikogo pod gabinetem już nie było choć kilka kart jeszcze leżało. W skrócie powiedziała co i jak - no i zgodę otrzymałam :)
Przyniosłam kartę, zostałam zbadana, sprawdziła dokładnie kartę co i jak z moją astmą było... bo minęło ładnych kilka lat od czasu gdy ją leczyłam. Potem gdy przeszłam na sterydy doustne w wysokich dawkach, to wziewne miałam odstawione. Gdy zaczęłam leczenie borelki - nie miałam objawów od tej strony, do czasu tej ostatniej infekcji.
Gdy mnie doktor osłuchała, wysłuchała... to koniecznie chciała mnie na wczasy do szpitala posłać...
Nie podobało mi się to rozwiązanie, więc nie zgodziłam się (nie była pewna czy to astma, zapalenie płuc czy cos innego, a zmiany osłuchowe szczególnie z jednej strony znaczne).
Gdy zaprotestowałam na hasło SZPITAL to o dziwo, ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu doktor zrobiła coś, czego się nie spodziewałam. Zaczęła dzwonić... i przy mnie umawiała mnie do pulmunologa, by mnie przyjął jak najszybciej. Po drodze zaprowadziła mnie na RTG płuc, potem załatwiła spirometrię (u pulmunologa pielęgniarka ma urlop i ta co zastępuje chyba nie wykonuje, dlatego tutaj takie kombinowanie). Ze wszystkim w garści stawiłam się u pulmunologa na CITO.
Tu znów gadanie co i jak, kiedy i od kiedy... potem badanie i oddychanie.
Trochę ustawiania do pionu (!) dlaczego tak doświadczony pacjent sobie lekceważy itd...
Wypisała mi recepty na reklamówkę leków - wziewy, inhalacje, tableteczki itp...
Jeden z leków mam taki sam jak mój mały :) tylko dawka większa, bo i ja większa jestem - ale o tym zaraz napiszę.
W każdym razie mam zmniejszoną pojemność płuc bardziej niż miałam, według badania. Może to spowodowane jest tym, że są zmiany osłuchowe oskrzeli, ale to nie infekcja.
Kaszel powinien minąć przy tych lekach w ciągu trzech-czterech dni.
Nie ma wątpliwości, że astma znów się zaostrzyła i trzeba się za to ostro wziąść. Samo nie przejdzie teraz niestety.
Jeden z leków mam taki sam jak Kacper - u niego zadziałał dość dobrze, bo już po 3 tabletce kaszel w nocy prawie przestał męczyć. Gdy powiedział o tym tej lekarce, stwierdziła że mały pewnie odziedziczył po mnie a objawy jakie ma jak i to, że zareagował pozytywnie na ten lek jest bardzo poważną przesłanką żeby podejrzewać astmę u niego.
Podobno jeśli odpowiednio wcześnie wykryta i leczona własciwie daje normalnie żyć, a co ważniejsze dzieciaki wyrastają często. To taka iskierka nadziei...
Ja mogę mieć, dawać sobie w płuco codziennie do końca życia nawet... ale dzieciak lepiej niech wyrośnie.


sobota, 21 lipca 2012

Wakacje....

Oj rozleniwiłam się chyba...
Nie... to nie dlatego pisze tak mało.
Już pisałam, że chorowaliśmy - ale Kacperek nadrabia za cała rodzinę, kolegów z przedszkola chyba... Jednym słowem znów chory. Drugi tydzień znów siedzimy w domu, bo gorączka nagle wyskoczyła 39,6 pewnej nocy, kaszel od chrząkania do duszenia się... Znów oskrzela i gardło.
Wymaz z gardła nie wykazał bakterii, ale może jeszcze za krótko od ostatniego antybiotyku (10 dni od ostatniej dawki, ale gardło było brzydkie). Nie dostał kolejnego antybiotyku tym razem, tylko znów Pulmicort do wziewów, Singulair, Aerius... i już wyszliśmy na prostą. Wziewy u małego naprawdę pomagają (niestety gdy odstawiony zostaje lek, to objawy wracają. Nie jest dobrym znakiem również to, że po podaniu Singulair po trzech dniach była znaczna poprawa - tak radykalna, że nie sposób jej nie zauważyć, a miał to być swego rodzaju test prowokacji czy jakoś tak).
Ja wyleczyłam gardło, krtań i znów mogę krzyczeć :P
Niestety coś pyli - jestem tak samo alergikiem i astmatykiem, a od kiedy nie biorę sterydów mocniej odczuwam objawy alergii. Znów męczy mnie kaszel itd.. czas odwiedzić lekarza.

Teraz kilka słów o moim samopoczuciu i nie tylko...
Upały źle znoszę, ale deszcz daje mi do wiwatu. Wróciły bóle nóg, co gorsza mam zaniki mięśni większe.
Szukam dobrego elektrostymulatora, bo już kiedyś robiłam podejście do tego ale... ale bałam się, że zabraknie mi środków na subkoncie. Niestety nie ominie mnie to i muszę kupić własne urządzenie.
Czemu nie mogę do przychodni na zabiegi?
Dlatego, że nie mogę na początku szczególnie mieć długich sesji - lepiej krótko a częściej. Druga sprawa - mały ostatnio więcej jest chory i siedzi w domu, niz chodzi do przedszkola więc jestem uziemiona.
No i jeszcze aspekt relaksacyjny - takie urządzenie oprócz ćwiczenia mięśni, działa relaksacyjnie, odpręża zmęczone czy nadwyrężone mięśnie, może działac przeciwbólowo... szczególnie na to ostatnie bardzo liczę, choćby okolice kręgosłupa.
Niestety znów musiałam zaprzyjaźnić się z lekami przeciwbólowymi - Tramal już 150 niestety, ale tylko w razie wielkiego W staram się brać, bo wiem że nie będzie wiecznie pomagał. Ketonal też mocniejszy, ale działa nie zawsze, a raczej na mniejszy ból.

W sumie to co teraz, to powinnam napisać na początku. Jestem bez antybiotyków bo...
Wyniki mi poleciały troszkę to raz, a dwa to grzybek... spotkała mnie kara za grzeszki w diecie, gdy Weronika była w szpitalu i na CPN zjadłam czasami coś zakazanego, a i w domu nie zawsze ściśle trzymałam się diety. Niestety ja ogólnie na Unidox reagowałam tak jakby mi grzybek dokuczał (nie tylko w tym leczeniu, bo poprzednio tez tak było). No i zbyt oszczędnie podeszłam do kwestii preparatów p/grzybiczych (Candida Clear, Oregano itp... bo Fluco brałam zgodnie z zaleceniami).
Teraz okres oczyszczania, wzmacniania przede wszystkim odporności, co nie jest łatwe... no i odgrzybiania.
Wymiatanie z organizmu wszelkich toksyn, śmieci również daje efekty jakbym miała herxy. Naprawdę czasami mnie ścina.

Przez to wszystko zaniedbałam nie tylko bloga, ale również swoje aukcje na allegro.
Teraz muszę powystawiać wszystko od nowa, ale z głową. Tzn muszę sprawdzić stany magazynowe - tzn wystawić tylko to co mam :P bo trafiały się wypadki, że było coś czego nie mogłam znaleźć niestety... i nie wiem co się z taką małą rzeczą stało, bo nie przypominam sobie bym to sprzedała czy wysłała komuś.
Może również dzięki temu przestojowi coś się ruszy na tym moim allegro?
Ha ha ha - no i nie wystawię wreszcie kartek bożonarodzeniowych w wakacje, jak to wcześniej zrobiłam :P
Wiem, wiem... bywam zakręcona, ale czasami sama nie wiem co mam pierwsze zrobić gdy usiądę na chwilę.

Jeszcze kilka słów co do akcji nakrętkowej :)
Jeszcze nie sprzedałam tego co już zebraliśmy, ale tylko dlatego, że zgłosiła się szkoła w warszawie, która ma uzbierane sporo i trzeba to odebrać. Jak już to ogarniemy to wtedy wszystko razem zostanie sprzedane, będę miała pewność, ze jest tona... no i na przyszłość orientację już złapię ile to jest ta sławetna tona :)


środa, 11 lipca 2012

Gorrrrrąco...

Uf jak gorąco, puf....
Naprawdę mam już dosyć tych tropikalnych temperatur.

Moje leczenie stanęło w miejscu - chyba grzybek się rozwinął (efekt łamania diety ale i kilku zasad nie przestrzegałam rygorystycznie, choć z drugiej strony może  to Unidox bo po nim sie tak nasilało).
Teraz znów oczyszczam się, odgrzybiam.
Od kilku dni dopiero odzyskałam głos - nie jest jeszcze w 100% ok, bo gdy więcej mówię chrypa się pojawia, kaszel czasami męczy. Najważniejsze, że juz mogę mówić.
Przeszło gardło to moje stawy, kości i mięśnie... jeju, jak ból potrafi dokuczyć.
Niestety bez wspomagania się silnymi lekami przeciwbólowymi nie jestem w stanie funkcjonować. Pogody nie są łaskawe. Upał bardzo źle znoszę, ciągle obrzęknięta. Do tego gdy tylko ma się na deszcz czy burzę, kolana, stopy, dłonie i nadgarstki a nawet czasem w biodrze i łokciach ból jest straszny. Gdy ktos obserwuje z boku widać gołym okiem jak mi wykręca z bólu kończyny. Kość piszczelowa jakby ją coś rozłupywało.
Niestety ból ogranicza moja sprawność i ciężko mi czasami się poruszać normalnie - nie mówiąc już o utrzymaniu równowagi bez podparcia.
Niestety ponieważ w ciągu dnia prowadzę auto nie biorę silnych leków - spowalniają reakcje niestety.
Chyba, że nie muszę wychodzić to mogę spobie pozwolić... hmmm...

Niestety powróciły również bóle głowy - mam nadzieję że nie dojdę do tych stanów jakie były przed leczeniem, gdy ataki migrenowe nakładały sie wręcz na siebie i trwało to czasami kilkanaście dni.
Ostatni atak przypisałam znów przemęczeniu i niewyspaniu... bo Kacperek znów chory.
Dzieciak raptem 10 dni bez antybiotyku wytrzymał.
Noc z poniedziałku na wtorek to gorączka 39,6, budzenie się co chwila, kaszel i dławienie się...
Wczoraj w aptece kolejna reklamówka leków - próbujemy bez antybiotyku, same wziewy, przeciwalergicznie itd. Pobrane wymazy z gardła bo znów brzydkie i przekrwione.
Czyli Pulneo, Singulair na noc, Pulmicort 2x0,25 i dodatkowo inhalacje z soli fizjologicznej by odkrztuszał.
Wczoraj już niewielkie wzrosty temperatury, opanowane Ibuprofenem całe szczęście.
Dodatkowo zamiast Zyrtecu doktor zaleciła Azomyr, podobno mocniejszy a jak Kacper już tak długo Zyrtec dostawał to moze nie działa na niego?

Niech już odpuszczą te choroby, bo nie wyrabiam... fizycznie i finansowo!!!
Mam ochotę krzyczeć z bólu, z bezsilności.

czwartek, 28 czerwca 2012

3 miesiące zbierania.

Nie będę dużo pisać, bo nawet nie mam słów by to skomentować :)
Oto efekty 3 miesięcy zbierania nakrętek.
ja tylko je przebrałam, oczyściłam i poprzesypywałam do siatkowych worków.




DZIĘKUJĘ !!!


Teraz jeszcze tylko czekam by odzyskać głos :)

środa, 27 czerwca 2012

Kasia nie ma głosu...

Nie macie pojęcia jak uciążliwe jest życie, gdy nie można nic powiedzieć a wszelkie próby to skrzek jakiś, że ciężko zrozumieć co chce powiedzieć.
Dzieciaki, a raczej moje młodsze dziecie ma radochę bo mama nie krzyczy więc broi na całego.

Wczoraj już czułam się lepiej, tzn może nie dobrze ale nie miałam gorączki (w niedzielę wieczorem przekroczyłam 40 stopni, więc było ostro...). Musiałam pokazać Kacpra pediatrze, bo kończył się antybiotyk a mały narzeka na gardło jeszcze. Laryngolog dopiero w drugiej połowie września, alergolog zapisy po nowym roku... Jest super po prostu.
Młody dostał jeszcze leki, już bez antybiotyku a tylko dokończyć buteleczkę - potem p/grzybiczy kilka dni bo po tych antybiotykach to mogło się cos przyplątać.
Mały

Weronika juz osłuchowo ok, gardło tez ok... tylko wirus ją pobierał jakiś, ale poradziła sobie przy pomocy podręcznych środków.

Ja po powrocie do domu miałam chrypkę... ale wzięłam tabletki od gardła, coś p/grypowego...
Zjadłam obiad i ległam, bo jednak osłabienie dało znać o sobie. Niestety z chrypki zrobił się kaszel, gos zaczął mi uciekać, piszczałam i skrzypiałam ku uciesze dzieci (faktycznie śmiesznie to brzmiało).
O 19 byłam już dostarczona na pogotowie przez małżonka, bo oprócz chrypy i niemożności normalnego mówienia zaczęło mnie normalnie zaciskać i dusić.
Zapalenie gardła, krtani i tchawicy, męczący kaszel a do tego obrzęk. W oskrzelach również sobie świergotało coś, więc wylądowałam na mocniejszym zestawie. Antybiotyk plus wziewy, do tego różności na nawilżenie i regenerację śluzówek gardła...
Kurczę, ostatnio aptekę odwiedzam niemal codziennie a wczoraj dwukrotnie za każdym razem kupując konieczne leki (tylko zalecone przez lekarza, nawet tańsze zamienniki proszę a z części rezygnuję) to zmieścić się w 100 zł jest wyczynem.
Dla nas apteki są jak normalny sklep, tylko dużo droższy niż spożywczak. Zakupy robię tam prawie tak samo często jak w większym sklepie. Tylko z jedzenia staram sie mieć przyjemność... a leki? Chyba tylko pozwalają czerpać tą przyjemność, bo same jej nie dają.


niedziela, 24 czerwca 2012

Immun44

Ale mnie rozłożyło....
Może po kolei co i jak, bo nic nie zrozumiecie :)

Cały tydzień przebieram worki z nakrętkami, bo:
1) rozwalają się foliowe worki, biodegradowalne chyba bardzo bo czasem w palcach się rozchodziły gdy słoneczko troszkę je ogrzało,
2) bo w workach jest masa baterii, metalowych nakrętek, kapsli, innych "skarbów" w których jest metal czy nawet szkło.

Kupiłam tzw worki siatkowe/raszlowe, jak ziemniaki w sklepach są czy inne warzywa. Nie wiem ile waży wypełniony nakrętkami bo nie posiadam wagi i muszę pokusić się by dostarczyć gdzieś ze trzy wory losowo wybrane, wtedy będe mogła przeliczyć średnią i +/- będę wiedziała ile tego jest.
W każdym razie przebrałam już 3/4, zapełniłam 90 szt worów... i czekam aż mąż dokupi, bo brakło :)
Wybrałam dużą reklamówkę baterii, druga pełna nakretek metalowych, kapsli i pokrywek...
Znalazłam rónież dwie pary słuchawek, zegarek na rękę, części komputerowe, sporo śrub, gwoździ, żyletkę... nie mówiąc o śmieciach innego typu.

Spędziłam nad tym długie godziny, ale to nie problem :)

Kacperek znów się rozchorował - trzy dni był bez antybiotyku i znów gardło, nieprzespane noce...
Tym razem dostał Bactrim. Było już lepiej ale w nocy doszedł suchy, męczący kaszel... tak męczący, że doprowadzający do wymiotów. W dzień jest stanowczo lepiej.

Ja sama czułam się tak jakoś... ale nieprzespana noc, tydzień przesypywania, przebierania itd... więc zażyłam dodatkowo Immun44 - dostałam od Gosi, bo zakupiła ale jakoś nie "zjadła".
W ciągu dwóch godzin mnie rozłożyło totalnie.
Jakby mega grypa, piorunujące tempo. Wszystkie kości, stawy kłują, w oczach igiełki... w głowie jakby pełno i taka mgła, cięzko myśleć.
Gorączka pojawia się i znika, sama bez zbijania. Nie wiem czy to zbieg okoliczności czy uderzyłam tym preparatem w jakieś "uśpione bakcyle", co jest bardzo prawdopodobne.
Pomyślałam o HERXIE bo identyczne rekacje miałam na Biotrakson na początku leczenia.
Tak szybko grypa mnie nie rozkładała, zawsze to bardziej rozciągnięte w czasie i nasilenie jakby mniejsze.
Teraz uderzenie maxymalne...
Pewnie na 100% to się nie dowiem, ale jutro gdy wezmę znów Immun44 zobaczymy co będzie się działo.

Preparat ten zawiera zioło Cistus Plantovir i witaminy... dlatego sama nie wiem czy to herx, czy grypa?

Jak się lepiej poczuję, to zrobię zdjęcie efektów pracy nad nakrętkami :P
Teraz ten stos wygląda jeszcze piękniej :)
DZIĘKUJĘ!!!