niedziela, 5 sierpnia 2012

Allegro...

Ostatnio popracowałam sobie troszkę nad aukcjami, które wystawiam na allegro...
Przybyły nowe rzeczy, które jeszcze nie były wystawiane. Część przedmiotów wystawiona ponownie.

Wystawiłam również swoją "kolekcję" breloczków jaką uzbierałam swego czasu... jeszcze nie wszystko jest na aukcjach, ale sukcesywnie będę dokładać.
Pojawiła się na aukcji prześliczna torebka, która została ozdobiona ręcznie - wykonana szydełkiem z lekko błyszczącej nitki wierzchnia warstwa torebki. Otrzymałam ją na aukcje od Pani Zofii M, za co bardzo serdecznie dziękuję.
Torebkę można zobaczyć i wylicytować TU.

Nie czuję się super i silna, więc oszczędzam się fizyczne bo jedynie zrobienie zdjęć wymaga ruchu. Później już tylko siedzenie... a to moge nawet w masce inhalatora pracować.
Niestety moje duszność nadal męczą, nadal wysiłek daje mi popalić krótkim oddechem, zaciskaniem.
Byle to nie było to czego się boję... od dawna się boję.
Znam swoją chorobę i wiem jakie są możliwe następstwa... dlatego modlę się, by to nie było dalsze osłabienie mięśni oddechowych, Nie może to być to...



czwartek, 26 lipca 2012

Ach ten kaszel...

Od tej infekcji, gdy na jakiś czas straciłam głos mam kaszel. Początkowo nie był dokuczliwy i tylko czasami mnie łapał. Z czasem jednak zamiast ustępować nasilał się - nie pomagały syropki z apteki, robione w domu...
Wczoraj byłam u pediatry po receptę dla Kacpero na Singulair, załatwiłam co miałam załatwić i weszłam na górę do ogólnego. Kaszelek zaczął mnie już wybudzać w nocy a najgorzej jest nad ranem. Tak samo przy wysiłku albo jak mówię więcej. Pojawiły się duszności wtedy... No trochę bałam się, że może nie doleczyłam wtedy tej infekcji, a może coś nowego złapałam...
Zapisów oczywiście nie było, ale weszłam spytać Pani Doktor czy mnie przyjmie bo nikogo pod gabinetem już nie było choć kilka kart jeszcze leżało. W skrócie powiedziała co i jak - no i zgodę otrzymałam :)
Przyniosłam kartę, zostałam zbadana, sprawdziła dokładnie kartę co i jak z moją astmą było... bo minęło ładnych kilka lat od czasu gdy ją leczyłam. Potem gdy przeszłam na sterydy doustne w wysokich dawkach, to wziewne miałam odstawione. Gdy zaczęłam leczenie borelki - nie miałam objawów od tej strony, do czasu tej ostatniej infekcji.
Gdy mnie doktor osłuchała, wysłuchała... to koniecznie chciała mnie na wczasy do szpitala posłać...
Nie podobało mi się to rozwiązanie, więc nie zgodziłam się (nie była pewna czy to astma, zapalenie płuc czy cos innego, a zmiany osłuchowe szczególnie z jednej strony znaczne).
Gdy zaprotestowałam na hasło SZPITAL to o dziwo, ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu doktor zrobiła coś, czego się nie spodziewałam. Zaczęła dzwonić... i przy mnie umawiała mnie do pulmunologa, by mnie przyjął jak najszybciej. Po drodze zaprowadziła mnie na RTG płuc, potem załatwiła spirometrię (u pulmunologa pielęgniarka ma urlop i ta co zastępuje chyba nie wykonuje, dlatego tutaj takie kombinowanie). Ze wszystkim w garści stawiłam się u pulmunologa na CITO.
Tu znów gadanie co i jak, kiedy i od kiedy... potem badanie i oddychanie.
Trochę ustawiania do pionu (!) dlaczego tak doświadczony pacjent sobie lekceważy itd...
Wypisała mi recepty na reklamówkę leków - wziewy, inhalacje, tableteczki itp...
Jeden z leków mam taki sam jak mój mały :) tylko dawka większa, bo i ja większa jestem - ale o tym zaraz napiszę.
W każdym razie mam zmniejszoną pojemność płuc bardziej niż miałam, według badania. Może to spowodowane jest tym, że są zmiany osłuchowe oskrzeli, ale to nie infekcja.
Kaszel powinien minąć przy tych lekach w ciągu trzech-czterech dni.
Nie ma wątpliwości, że astma znów się zaostrzyła i trzeba się za to ostro wziąść. Samo nie przejdzie teraz niestety.
Jeden z leków mam taki sam jak Kacper - u niego zadziałał dość dobrze, bo już po 3 tabletce kaszel w nocy prawie przestał męczyć. Gdy powiedział o tym tej lekarce, stwierdziła że mały pewnie odziedziczył po mnie a objawy jakie ma jak i to, że zareagował pozytywnie na ten lek jest bardzo poważną przesłanką żeby podejrzewać astmę u niego.
Podobno jeśli odpowiednio wcześnie wykryta i leczona własciwie daje normalnie żyć, a co ważniejsze dzieciaki wyrastają często. To taka iskierka nadziei...
Ja mogę mieć, dawać sobie w płuco codziennie do końca życia nawet... ale dzieciak lepiej niech wyrośnie.


sobota, 21 lipca 2012

Wakacje....

Oj rozleniwiłam się chyba...
Nie... to nie dlatego pisze tak mało.
Już pisałam, że chorowaliśmy - ale Kacperek nadrabia za cała rodzinę, kolegów z przedszkola chyba... Jednym słowem znów chory. Drugi tydzień znów siedzimy w domu, bo gorączka nagle wyskoczyła 39,6 pewnej nocy, kaszel od chrząkania do duszenia się... Znów oskrzela i gardło.
Wymaz z gardła nie wykazał bakterii, ale może jeszcze za krótko od ostatniego antybiotyku (10 dni od ostatniej dawki, ale gardło było brzydkie). Nie dostał kolejnego antybiotyku tym razem, tylko znów Pulmicort do wziewów, Singulair, Aerius... i już wyszliśmy na prostą. Wziewy u małego naprawdę pomagają (niestety gdy odstawiony zostaje lek, to objawy wracają. Nie jest dobrym znakiem również to, że po podaniu Singulair po trzech dniach była znaczna poprawa - tak radykalna, że nie sposób jej nie zauważyć, a miał to być swego rodzaju test prowokacji czy jakoś tak).
Ja wyleczyłam gardło, krtań i znów mogę krzyczeć :P
Niestety coś pyli - jestem tak samo alergikiem i astmatykiem, a od kiedy nie biorę sterydów mocniej odczuwam objawy alergii. Znów męczy mnie kaszel itd.. czas odwiedzić lekarza.

Teraz kilka słów o moim samopoczuciu i nie tylko...
Upały źle znoszę, ale deszcz daje mi do wiwatu. Wróciły bóle nóg, co gorsza mam zaniki mięśni większe.
Szukam dobrego elektrostymulatora, bo już kiedyś robiłam podejście do tego ale... ale bałam się, że zabraknie mi środków na subkoncie. Niestety nie ominie mnie to i muszę kupić własne urządzenie.
Czemu nie mogę do przychodni na zabiegi?
Dlatego, że nie mogę na początku szczególnie mieć długich sesji - lepiej krótko a częściej. Druga sprawa - mały ostatnio więcej jest chory i siedzi w domu, niz chodzi do przedszkola więc jestem uziemiona.
No i jeszcze aspekt relaksacyjny - takie urządzenie oprócz ćwiczenia mięśni, działa relaksacyjnie, odpręża zmęczone czy nadwyrężone mięśnie, może działac przeciwbólowo... szczególnie na to ostatnie bardzo liczę, choćby okolice kręgosłupa.
Niestety znów musiałam zaprzyjaźnić się z lekami przeciwbólowymi - Tramal już 150 niestety, ale tylko w razie wielkiego W staram się brać, bo wiem że nie będzie wiecznie pomagał. Ketonal też mocniejszy, ale działa nie zawsze, a raczej na mniejszy ból.

W sumie to co teraz, to powinnam napisać na początku. Jestem bez antybiotyków bo...
Wyniki mi poleciały troszkę to raz, a dwa to grzybek... spotkała mnie kara za grzeszki w diecie, gdy Weronika była w szpitalu i na CPN zjadłam czasami coś zakazanego, a i w domu nie zawsze ściśle trzymałam się diety. Niestety ja ogólnie na Unidox reagowałam tak jakby mi grzybek dokuczał (nie tylko w tym leczeniu, bo poprzednio tez tak było). No i zbyt oszczędnie podeszłam do kwestii preparatów p/grzybiczych (Candida Clear, Oregano itp... bo Fluco brałam zgodnie z zaleceniami).
Teraz okres oczyszczania, wzmacniania przede wszystkim odporności, co nie jest łatwe... no i odgrzybiania.
Wymiatanie z organizmu wszelkich toksyn, śmieci również daje efekty jakbym miała herxy. Naprawdę czasami mnie ścina.

Przez to wszystko zaniedbałam nie tylko bloga, ale również swoje aukcje na allegro.
Teraz muszę powystawiać wszystko od nowa, ale z głową. Tzn muszę sprawdzić stany magazynowe - tzn wystawić tylko to co mam :P bo trafiały się wypadki, że było coś czego nie mogłam znaleźć niestety... i nie wiem co się z taką małą rzeczą stało, bo nie przypominam sobie bym to sprzedała czy wysłała komuś.
Może również dzięki temu przestojowi coś się ruszy na tym moim allegro?
Ha ha ha - no i nie wystawię wreszcie kartek bożonarodzeniowych w wakacje, jak to wcześniej zrobiłam :P
Wiem, wiem... bywam zakręcona, ale czasami sama nie wiem co mam pierwsze zrobić gdy usiądę na chwilę.

Jeszcze kilka słów co do akcji nakrętkowej :)
Jeszcze nie sprzedałam tego co już zebraliśmy, ale tylko dlatego, że zgłosiła się szkoła w warszawie, która ma uzbierane sporo i trzeba to odebrać. Jak już to ogarniemy to wtedy wszystko razem zostanie sprzedane, będę miała pewność, ze jest tona... no i na przyszłość orientację już złapię ile to jest ta sławetna tona :)


środa, 11 lipca 2012

Gorrrrrąco...

Uf jak gorąco, puf....
Naprawdę mam już dosyć tych tropikalnych temperatur.

Moje leczenie stanęło w miejscu - chyba grzybek się rozwinął (efekt łamania diety ale i kilku zasad nie przestrzegałam rygorystycznie, choć z drugiej strony może  to Unidox bo po nim sie tak nasilało).
Teraz znów oczyszczam się, odgrzybiam.
Od kilku dni dopiero odzyskałam głos - nie jest jeszcze w 100% ok, bo gdy więcej mówię chrypa się pojawia, kaszel czasami męczy. Najważniejsze, że juz mogę mówić.
Przeszło gardło to moje stawy, kości i mięśnie... jeju, jak ból potrafi dokuczyć.
Niestety bez wspomagania się silnymi lekami przeciwbólowymi nie jestem w stanie funkcjonować. Pogody nie są łaskawe. Upał bardzo źle znoszę, ciągle obrzęknięta. Do tego gdy tylko ma się na deszcz czy burzę, kolana, stopy, dłonie i nadgarstki a nawet czasem w biodrze i łokciach ból jest straszny. Gdy ktos obserwuje z boku widać gołym okiem jak mi wykręca z bólu kończyny. Kość piszczelowa jakby ją coś rozłupywało.
Niestety ból ogranicza moja sprawność i ciężko mi czasami się poruszać normalnie - nie mówiąc już o utrzymaniu równowagi bez podparcia.
Niestety ponieważ w ciągu dnia prowadzę auto nie biorę silnych leków - spowalniają reakcje niestety.
Chyba, że nie muszę wychodzić to mogę spobie pozwolić... hmmm...

Niestety powróciły również bóle głowy - mam nadzieję że nie dojdę do tych stanów jakie były przed leczeniem, gdy ataki migrenowe nakładały sie wręcz na siebie i trwało to czasami kilkanaście dni.
Ostatni atak przypisałam znów przemęczeniu i niewyspaniu... bo Kacperek znów chory.
Dzieciak raptem 10 dni bez antybiotyku wytrzymał.
Noc z poniedziałku na wtorek to gorączka 39,6, budzenie się co chwila, kaszel i dławienie się...
Wczoraj w aptece kolejna reklamówka leków - próbujemy bez antybiotyku, same wziewy, przeciwalergicznie itd. Pobrane wymazy z gardła bo znów brzydkie i przekrwione.
Czyli Pulneo, Singulair na noc, Pulmicort 2x0,25 i dodatkowo inhalacje z soli fizjologicznej by odkrztuszał.
Wczoraj już niewielkie wzrosty temperatury, opanowane Ibuprofenem całe szczęście.
Dodatkowo zamiast Zyrtecu doktor zaleciła Azomyr, podobno mocniejszy a jak Kacper już tak długo Zyrtec dostawał to moze nie działa na niego?

Niech już odpuszczą te choroby, bo nie wyrabiam... fizycznie i finansowo!!!
Mam ochotę krzyczeć z bólu, z bezsilności.

czwartek, 28 czerwca 2012

3 miesiące zbierania.

Nie będę dużo pisać, bo nawet nie mam słów by to skomentować :)
Oto efekty 3 miesięcy zbierania nakrętek.
ja tylko je przebrałam, oczyściłam i poprzesypywałam do siatkowych worków.




DZIĘKUJĘ !!!


Teraz jeszcze tylko czekam by odzyskać głos :)

środa, 27 czerwca 2012

Kasia nie ma głosu...

Nie macie pojęcia jak uciążliwe jest życie, gdy nie można nic powiedzieć a wszelkie próby to skrzek jakiś, że ciężko zrozumieć co chce powiedzieć.
Dzieciaki, a raczej moje młodsze dziecie ma radochę bo mama nie krzyczy więc broi na całego.

Wczoraj już czułam się lepiej, tzn może nie dobrze ale nie miałam gorączki (w niedzielę wieczorem przekroczyłam 40 stopni, więc było ostro...). Musiałam pokazać Kacpra pediatrze, bo kończył się antybiotyk a mały narzeka na gardło jeszcze. Laryngolog dopiero w drugiej połowie września, alergolog zapisy po nowym roku... Jest super po prostu.
Młody dostał jeszcze leki, już bez antybiotyku a tylko dokończyć buteleczkę - potem p/grzybiczy kilka dni bo po tych antybiotykach to mogło się cos przyplątać.
Mały

Weronika juz osłuchowo ok, gardło tez ok... tylko wirus ją pobierał jakiś, ale poradziła sobie przy pomocy podręcznych środków.

Ja po powrocie do domu miałam chrypkę... ale wzięłam tabletki od gardła, coś p/grypowego...
Zjadłam obiad i ległam, bo jednak osłabienie dało znać o sobie. Niestety z chrypki zrobił się kaszel, gos zaczął mi uciekać, piszczałam i skrzypiałam ku uciesze dzieci (faktycznie śmiesznie to brzmiało).
O 19 byłam już dostarczona na pogotowie przez małżonka, bo oprócz chrypy i niemożności normalnego mówienia zaczęło mnie normalnie zaciskać i dusić.
Zapalenie gardła, krtani i tchawicy, męczący kaszel a do tego obrzęk. W oskrzelach również sobie świergotało coś, więc wylądowałam na mocniejszym zestawie. Antybiotyk plus wziewy, do tego różności na nawilżenie i regenerację śluzówek gardła...
Kurczę, ostatnio aptekę odwiedzam niemal codziennie a wczoraj dwukrotnie za każdym razem kupując konieczne leki (tylko zalecone przez lekarza, nawet tańsze zamienniki proszę a z części rezygnuję) to zmieścić się w 100 zł jest wyczynem.
Dla nas apteki są jak normalny sklep, tylko dużo droższy niż spożywczak. Zakupy robię tam prawie tak samo często jak w większym sklepie. Tylko z jedzenia staram sie mieć przyjemność... a leki? Chyba tylko pozwalają czerpać tą przyjemność, bo same jej nie dają.


niedziela, 24 czerwca 2012

Immun44

Ale mnie rozłożyło....
Może po kolei co i jak, bo nic nie zrozumiecie :)

Cały tydzień przebieram worki z nakrętkami, bo:
1) rozwalają się foliowe worki, biodegradowalne chyba bardzo bo czasem w palcach się rozchodziły gdy słoneczko troszkę je ogrzało,
2) bo w workach jest masa baterii, metalowych nakrętek, kapsli, innych "skarbów" w których jest metal czy nawet szkło.

Kupiłam tzw worki siatkowe/raszlowe, jak ziemniaki w sklepach są czy inne warzywa. Nie wiem ile waży wypełniony nakrętkami bo nie posiadam wagi i muszę pokusić się by dostarczyć gdzieś ze trzy wory losowo wybrane, wtedy będe mogła przeliczyć średnią i +/- będę wiedziała ile tego jest.
W każdym razie przebrałam już 3/4, zapełniłam 90 szt worów... i czekam aż mąż dokupi, bo brakło :)
Wybrałam dużą reklamówkę baterii, druga pełna nakretek metalowych, kapsli i pokrywek...
Znalazłam rónież dwie pary słuchawek, zegarek na rękę, części komputerowe, sporo śrub, gwoździ, żyletkę... nie mówiąc o śmieciach innego typu.

Spędziłam nad tym długie godziny, ale to nie problem :)

Kacperek znów się rozchorował - trzy dni był bez antybiotyku i znów gardło, nieprzespane noce...
Tym razem dostał Bactrim. Było już lepiej ale w nocy doszedł suchy, męczący kaszel... tak męczący, że doprowadzający do wymiotów. W dzień jest stanowczo lepiej.

Ja sama czułam się tak jakoś... ale nieprzespana noc, tydzień przesypywania, przebierania itd... więc zażyłam dodatkowo Immun44 - dostałam od Gosi, bo zakupiła ale jakoś nie "zjadła".
W ciągu dwóch godzin mnie rozłożyło totalnie.
Jakby mega grypa, piorunujące tempo. Wszystkie kości, stawy kłują, w oczach igiełki... w głowie jakby pełno i taka mgła, cięzko myśleć.
Gorączka pojawia się i znika, sama bez zbijania. Nie wiem czy to zbieg okoliczności czy uderzyłam tym preparatem w jakieś "uśpione bakcyle", co jest bardzo prawdopodobne.
Pomyślałam o HERXIE bo identyczne rekacje miałam na Biotrakson na początku leczenia.
Tak szybko grypa mnie nie rozkładała, zawsze to bardziej rozciągnięte w czasie i nasilenie jakby mniejsze.
Teraz uderzenie maxymalne...
Pewnie na 100% to się nie dowiem, ale jutro gdy wezmę znów Immun44 zobaczymy co będzie się działo.

Preparat ten zawiera zioło Cistus Plantovir i witaminy... dlatego sama nie wiem czy to herx, czy grypa?

Jak się lepiej poczuję, to zrobię zdjęcie efektów pracy nad nakrętkami :P
Teraz ten stos wygląda jeszcze piękniej :)
DZIĘKUJĘ!!!

niedziela, 17 czerwca 2012

Warszawa - nakrętki odebrane i dojechały :)

Wiele osób doskonale wie ile stresu, emocji... ile łez te worki kosztowały.

Dzisiaj znów ryczałam - bo opadł stres (udało się wszystko i nakrętki odebrane ze szkół mimo niedzieli, od Kochanej Basi, która udostępniła podwórko i przetrzymywała nam część).
Do samego końca póki Gosia, która wraz z Krzysztofem wyruszyła rano do Warszawy by załatwić sprawę, nie zadzwoniła do mnie, że wszystko odebrane, załadowane i zbierają się do powrotu... do tego momentu nawet nie umiałam odetchnąć tak zupełnie... nie dowierzałam, że teraz się uda.
Gdy przyjechali ok 21 i zobaczyłam auto wyładowane... to łzy radości i niesamowita ulga...

Nie istotne, że połowa worków do przepakowania bo się rozwaliły - to już na spokojnie będę ogarniać.

Nie umiem opisać swojej wdzięczności dla Gosi i Krzysztofa, bo po raz kolejny pomogli mi z transportem nakrętek. Dzięki NIM nie rezygnuję, nie poddam się i dalej będę zbierać, szukać kolejnych szkół, kolejnych miejsc... mam nowe pomysły i teraz wstąpiły we mnie nowe siły.

Gdy uzbieram już tonę i zostaną sprzedane, pieniążki zasilą subkonto.
Jestem w trakcie gromadzenia zaświadczeń, dokumentów... wszystkiego co potrzebne by dopisać Weronikę do subkonta w Fundacji. Tym samym będę mogła ciut więcej (terapia SI, turnusy, dodatkowe zajęcia terapeutyczne... to co będzie dla niej dobre i potrzebne)...
Gdy dopełnie formalności i mała będzie już podopieczną Fundacji to oficjalnie powiadomię wszystkich :)

Teraz zdjęcia z dzisiejszego wieczoru.




Prawda, że jest się czym chwalić i z czego cieszyć?




piątek, 8 czerwca 2012

Nakrętki ze Szkoły Podstawowej w Rogotwórsku.

Dzisiaj miałam przyjemność osobiście poznać dziewczyny - delegację samorządu szkolnego ze Szkoły Podstawowej w Rogotwórsku, która uczestniczy w naszej nakrętkowej akcji.
Pan Dyrektor Waldemar Grodkiewicz przyjechał ze swoimi uczennicami i przekazali 3 wory uzbieranych nakrętek. Kolejne wory, które przybliżają nas do pierwszej tony.

Szkoła w Rogotwórsku nadal zbiera nakrętki, za co bardzo serdecznie dziękuję.

Relacja z wizyty na stronie Szkoły :)

Galeria zdjęć ze zbiórki w szkole.



Przez ostatnie zawirowania i zamieszanie chorobowe w domu nie informowałam na bieżąco o tym co już do mnie dotarło :)

Moja koleżanka z czasów Liceum, Gosia wraz z Krzysztofem przywieźli mi nakrętki ze Szkoły Podstawowej nr 5 w Kutnie.  Zabrali również nakrętki, które zbierają pracownicy u Gosi w pracy :)

Również ze szkoły Podstawowej w Cieślach otrzymałam 3 wory nakrętek - przekazywane z rąk do rąk :)
Odebrała Agnieszka, przekazała Gosi a ona już transportowała do mnie...

Gdyby nie kolejne wielkie serca to w Warszawie byłby totalny bigos... hmmm...
Już mamy miejsce składowania na obecna chwilę na ul Hoserów u Basi. Dzięki gołębiemu serduchowi brata Gosi - Grzesiowi trafiło w to miejsce 20 worów ze Szkoły Podstawowej nr 336 im. Janka Bytnara "Rudego"
ul. Małcużyńskiego 4. 
Basia czeka na jeszcze jeden transport... a jak dotrze to zobaczymy ile tego mamy u niej, ile u mnie... 
Do upragnionej pierwszej tony brakuje jeszcze trochę, tak wynika z pobieżnych obliczeń...

Sami widzicie cała akcja ma sens jedynie dzięki łańcuchowi dobrych serc.
Liczą się nakrętki bo one są w samym centrum naszych działań, ale również wszelka inna pomoc.
Bez tych wszystkich elementów ta akcja upadłaby - ja sama bym tego nie załatwiła... bo są dla mnie rzeczy niemożliwe do wykonania. Z Waszą pomocą niemożliwe staje się możliwe :)

wtorek, 5 czerwca 2012

Domowy szpital... wirusy królują!

I jak mam cieszyć się drobnymi sukcesami, gdy cos uda się pchnąć do przodu gdy ciągle cos nowego wyskakuje?

W piątek przyszedł wypis Weroniki ze szpitala - czytałam kilka razy, może kilkanaście by dobrze zrozumieć.
Powiem tak - BOLAŁO to co czytałam. Wiele rzeczy zrozumiałam dopiero po rozmowie ze znajomą, która zna takie problemy nie tylko z książek.
Zaczynam gromadzenie dokumentów Weroniki by dopisać ja do subkonta w Fundacji. Może w taki sposób będę mogła więcej jej zaoferować jeśli chodzi o terapię.
Mam jeszcze większa presje by akcję nakrętkową bardziej rozkręcić, żeby zebrać jeszcze więcej...
Napiszę więcej jak sama to wszystko sobie w głowie poukładam, co nie jest takie proste...

To nie wszystkie kłopoty - Kacperek się rozchorował.
Przez weekend mimo moich działań pierwszego rzutu, inhalacje, syropki itd... w nocy się dusił, gardło bolało coraz bardziej, katar bardzo brzydki i ropny... w poniedziałek wizyta u pediatry zaraz jak tylko przychodnię otworzyli. Wirusowe podobno wszystko - tylko Kacperek jest alergikiem to wziewne Pulmicort i Berodual.

Kaszel się uspokoił troszkę ale oczy zaczęły ropieć i w nocy juz meksyk... Wybudzał się i płacz bo nie mógł powiek rozkleić. Kaszel budził go az się krztusił. Gorączka skakała.
Marudek juz o 4 nie mógł zasnąć - po godzinie padł na krótka drzemkę.

Dzisiaj nie wytrzymałam i pojechałam do pediatry - właczono antybiotyk, do oczu Neomycyna, Sulfasalazin...
W oskrzelach duże furczenia są, oczy wyglądaja jak u wampira - przekrwione i cały czas ropieją bardzo.
Kaszle mały non stop, z nosa leje się ropny katar... a ja nie umiem mu pomóc.
Inhaluję, oklepuję, podaje leki... i jedynie mogę czekać aż antybiotyk zacznie działać.

Jakby ktos pomyślał, że wystarczy na dzisiaj... to NIE!!!
Weronika wróciła do domu ze szkoły... nie przyznawała się, że coś jej jest i dopiero jak nie mogła przełknąc obiadu wydało się. Więc mam szpital w domu - Młoda z gorączką, gardło brzydkie strasznie... jutro zostaje w domu - co strasznie się jej nie podoba.

To własnie te przykre wieści, niespodziewane kłopoty...