Kochani - w Fundacji jeszcze trwa księgowanie Waszych pieniążków z 1%.
Na obecną chwilę mamy już 3 362,70zł za które bardzo, bardzo dziękuję.
Każda złotówka, każdy grosik jest dla mnie bardzo cenny.
Tym bardziej, że również Weroniczka potrzebuje wsparcia i pomocy.
Może nie uda się wysłać jej na turnus rehabilitacyjny, nie uda się z tego sfinansować na dłuższą metę terapii - ale nie ustaje w poszukiwaniach środków i chcę jej pomóc jak najwięcej.
Ja sama byle tylko utrzymać się w dobrej kondycji, byle bardziej nie podupadać na zdrowiu... by miec siłę walczyć o dzieciaki.
Jeszcze raz bardzo dziękuję - i już teraz proszę, pamiętajcie o NAS w tym roku przy rozliczeniach.
Razem z Weroniczką będziemy znów starać się uzbierać jak najwięcej, by w przyszłym roku jeszcze lepiej wspierać Weronię w rozwoju.
Blog jest historią walki z neuroboreliozą. Od wielu lat borykam się z chorobami, leczenie to jak walka z wiatrakami... W 2009 roku wpadłam przypadkowo na hasło BORELIOZA i zaczęłam drążyć temat. Okazało się, że intuicja mnie nie zawiodła i tym razem.
poniedziałek, 12 listopada 2012
piątek, 9 listopada 2012
Kacperek znów chory...
Niestety nie nacieszyłam się zdrowym dzieckiem zbyt długo. W przedszkolu był całe 4 dni - dzis już nie poszedł, bo nad ranem obudził się z dusznościami.
Wstał do łazienki i mowił, że boli go pod szyją (poniżej szyi ale jakby wyżej niż mostek), Gardło obejrzałam i ok... tylko oddech krótki.
Położył się i ewidentnie brakowało mu powietrza. Podałam Berodual w inhalacji - nim skończył się płun w nebulizatorze mały już spał wymęczony. Już oddech był ok...
Rano wstał - nie chciał nic zjeść ani wypić ukochanego kakao. Po kilkunastu minutach jak sie rozruszał ni z gruszki, ni zpietruszki dzieciak rozpalony. Gorączka wyskoczyła nam powyżej 38*.
Dostał syrop na zbicie i zapisałam do pediatry bo weekend przed nami, obawiam się troszkę co będzie...
Wizyta już za nami.
Kacperek ma skurcz oskrzeli (jest teraz niewielki, ale berodual działa do 8 godzin więc pewnie był znacznie silniejszy). Może do alergii przyplątała się infekcja jakaś - rozwija się dopiero... albo to jak to u alergików...
Mamy leki, wziewy, inhalacje... no i zobaczymy co się będzie działo.
Ja nie moge powiedzieć, że mi astma odpuszcza - cholera (chciałoby sie ostrzej nawet rzecz nazwać) ale mam już dosyć. Wystarczy że się zdenerwuję, wiatr uderzy w twarz zimny (przytyka mnie dość nieciekawie) albo nawet wysiłek - jak troche dalszy dystans do przejścia i już dysze i sapię.
Małodemu zalega jeszcze cały czas jakaś wydzielina, gęsty śluz bo ciągle odchrząkuje, próbuje odkasłać, czasami aż charczy. Ja też mam takie uczucie własnie, jakby gdzieś coś mi stało cały czas... coś co cieżko odkrztusić, odchrząknąć...
Tera trzeba młodego doprowadzic do ładu :)
Nie wiem co jeszcze mogłabym mu dawać - juz nawet Imuno Glukan dostaje (prawie dwa miesiące za nami). Różnych rzeczy próbowaliśmy...
Wstał do łazienki i mowił, że boli go pod szyją (poniżej szyi ale jakby wyżej niż mostek), Gardło obejrzałam i ok... tylko oddech krótki.
Położył się i ewidentnie brakowało mu powietrza. Podałam Berodual w inhalacji - nim skończył się płun w nebulizatorze mały już spał wymęczony. Już oddech był ok...
Rano wstał - nie chciał nic zjeść ani wypić ukochanego kakao. Po kilkunastu minutach jak sie rozruszał ni z gruszki, ni zpietruszki dzieciak rozpalony. Gorączka wyskoczyła nam powyżej 38*.
Dostał syrop na zbicie i zapisałam do pediatry bo weekend przed nami, obawiam się troszkę co będzie...
Wizyta już za nami.
Kacperek ma skurcz oskrzeli (jest teraz niewielki, ale berodual działa do 8 godzin więc pewnie był znacznie silniejszy). Może do alergii przyplątała się infekcja jakaś - rozwija się dopiero... albo to jak to u alergików...
Mamy leki, wziewy, inhalacje... no i zobaczymy co się będzie działo.
Ja nie moge powiedzieć, że mi astma odpuszcza - cholera (chciałoby sie ostrzej nawet rzecz nazwać) ale mam już dosyć. Wystarczy że się zdenerwuję, wiatr uderzy w twarz zimny (przytyka mnie dość nieciekawie) albo nawet wysiłek - jak troche dalszy dystans do przejścia i już dysze i sapię.
Małodemu zalega jeszcze cały czas jakaś wydzielina, gęsty śluz bo ciągle odchrząkuje, próbuje odkasłać, czasami aż charczy. Ja też mam takie uczucie własnie, jakby gdzieś coś mi stało cały czas... coś co cieżko odkrztusić, odchrząknąć...
Tera trzeba młodego doprowadzic do ładu :)
Nie wiem co jeszcze mogłabym mu dawać - juz nawet Imuno Glukan dostaje (prawie dwa miesiące za nami). Różnych rzeczy próbowaliśmy...
środa, 7 listopada 2012
padł dysk...
Wczorajszy dzień był pełen stresów różnego typu...
Ale od początku zacznę - bo nikt nic nie zrozumie :)
Przedwczoraj mój komp zaczął się dziwnie zachowywać zaraz po włączeniu. Coś zablokowało avasta, potem zapora (firewal czy jakoś tak - nie znam się bo ja to raczej o szydełkowaniu mam pojęcie - kwestie kompa to strefa męża)... Mądra chciałam coś z tym zrobić, ale zaczęłam mieć kłopoty z systemem. Nie startował prawidłowo, potem coś się zawiesiło... gdy doszło do odzyskania systemu z ostatniego prawidłowego punktu - lipa, potem chciałam zrobić jak kiedyś już misiałam - do jakiegoś dnia z przeszłości - tez nic... Gdy powierzyłam mężowi komputer to już działy się cuda wianki - spędził przy nim sporo czasu próbując ratować ale niestety w nocy poinformował mnie, że chyba padł dysk.
Więc szybkie szukanie faktury - bo nie pamiętałam jak stoję z gwarancją i znów wściekłość mega mnie ogarnęła - nie mogę znaleźć tak ważnego w tym momencie papierka. Udało mi się uzyskać duplikat - ale co z tego jak omsknęło się dosłownie kilka dni!!!
Trzeba mieć mega szczęście by komp tak padł kilka dni po upłynięciu gwarancji. Powinnam się czuć wyróżniona?
Prawo serii u mnie działa jak zawsze - nie tak dawno telefon mi zaszwankował - dotyk nie działał, ot tak sobie i już... Wymienili i na razie ok, teraz komp... i modlę się by to był koniec.
Gdy w serwisie zdiagnozowali - (szybka podróż po małego do przedszkola, potem jazda do Płocka... wpadłam do mamy - moja pierwsza teściowa, złota kobieta by napić się herbaty bo zimno, mokro... dzieci chciały do babci) już po niespełna półtorej godzinie miałam telefon co i jak. No i mój mąż miał rację - dysk jest uszkodzony.
Pan mi zaproponował dwa rozwiązania - mniejsza pojemność ale szybszy - albo większy ale wolniejszy... Ja miałam 320, ale nie wykorzystywałam nigdy go w pełni więc wzięłam ten mniejszy (250 ale szybszy) bo większy - 500 pojemności był wolniejszy a ja i tak nie przechowuje filmów w kompie w dużej ilości. Nie ukrywałam, ze i cena grała dużą rolę... tak samo jak i czas. Na inny dysk musiałabym poczekać około 5 dni roboczych - te miał pod ręką i jeszcze tego samego dnia mogłam odebrac kompa.
Ustaliłam wszystko, i czekanie na kolejny telefon gdy już wszystko będzie ok...
Ok 16 miałam do odbioru naprawionego kompa - nowy system zainstalowany, sterowniki, to co wydawało się potrzebne - tak by móc z niego korzystać. Został przetestowany, sprawdzony... i na moje życzenie przedmuchany :) Oj mniej się grzeje, odczuwam różnicę jak wypadło z niego kawałek kota :P
Śmieję się oczywiście :))) ale faktycznie zapasy kurzu miał.
Od wczoraj siedzę i odzyskuję ulubione ustawienia, adresy... tylko te cholerne hasła... ech...
Nie mam worda, exela... co wyszło dopiero gdy chciałam otworzyć jakiś dokument.
Po maleńku dojde do ładu... najważniejsze, że działa i że mam możliwość kontrolowania aukcji allegro (bo akurat się sprzedało kilka przedmiotów), sprawdzenia slada fundacji, załatwienia czegoś... czy nawet wyszukania jakiś informacji.
W takich momentach dostrzega człowiek z całą przejrzystością, jak bardzo istotny jest komputer w naszym życiu. Dla mnie jest swoistym okienkiem na świat - na wsi nie mam dostępu do takich możliwości, nie mam kontaktu z ludźmi az takiego. No i nie tylko kwestie rozrywkowe - ja ciągle staram się coś szukać, działać... by nasze saldo na subkonie w Fundacji nie stało w miejscu.
Kacper od poniedziałku znów chodzi do przedszkola - kaszel u niego jest ostatnio bardzo częsty, ale juz rozpoznaję różnicę między tym co jest a infekcją, gdzie potrzebny pediatra. Teraz wziewy, inhalacje i czasem cos do ssania by nawilżyc i złagodziś śluzówki - to powinno wystarczyć, byle nie złapał czegoś nowego.
Werka czasem sprawia, że nerwy mi puszczają... nie jest łatwym dzieckiem i potrafi tak podnieść adrenalinę, że szok. JUż rozważałam nawet czy nie trzeba powrócić do nauczania w domu (ma indywidualne na terenie szkoły, trzy dni w tygodniu)... tylko nie mogę odebrać jej kontaktu z rówieśnikami. Musi nauczyć się żyć w grupie, bronic się i działać wspólnie... Dostała się do chóru - z czego jest strasznie dumna. W poniedziałek akademia 11-listopadowa... oj już przeżywa strasznie :) Z jednej strony pozytywny stresik... takie emocje bo występ przed szkołą, z drugiej przeżywa bo ciężko nauczyć się tekstó piosenek (muszę jej chyba ściągnąć te pieśni, może wtedy łatwiej zapamięta jak będzie słuchała... ale jak ja zniosę słuchania "Ułani, ułani.... " przez tyle czasu? bo nie mam mp3 czy czegoś takiego, żeby słuchawki i tylko ona ma przyjemność :D
Ja niestety walczę z astmą - nie jest łatwo szczególnie jak mi adrenalinę tak podnoszą, a nerwowa jestem z deka. Pogoda wietrzna bardzo źle wpływa na moje samopoczucie - bolą nogi i stawy jak zawsze, wilgotno i zimno - więc ja jak sopelek lodu czasami mimo bliskości rozpalonego kominka. Nie czuję się komfortowo i pewnie dlatego zrobiłam się drażliwa ogólnie, ale to minie.
Zmniejszenie dawek leków wziewnych nie udało sie wpełni - alvesco zmniejszyłam, ale atrovent biorę nadal 3x3 a czasami dodatkowo jeszcze gdy czuję się kiepsko i musze używać dodatkowego inhalatora. Fostex bez zmian - 2x1 bo to silny lek i tego więcej nie można a działa 12 godzin.
Uciekam do swoich obowiązków - między gotowaniem, praniem i sprzątaniem ustawiam kompa dalej.
Dzieci już odebrane więc więcej nie wychodzę z domu, ciepła herbatka - jak skończę kawkę pić :D, kocyk przy kominku czeka... tylko niech ktoś posprząta za mnie bo mam leniwca :)
Ale od początku zacznę - bo nikt nic nie zrozumie :)
Przedwczoraj mój komp zaczął się dziwnie zachowywać zaraz po włączeniu. Coś zablokowało avasta, potem zapora (firewal czy jakoś tak - nie znam się bo ja to raczej o szydełkowaniu mam pojęcie - kwestie kompa to strefa męża)... Mądra chciałam coś z tym zrobić, ale zaczęłam mieć kłopoty z systemem. Nie startował prawidłowo, potem coś się zawiesiło... gdy doszło do odzyskania systemu z ostatniego prawidłowego punktu - lipa, potem chciałam zrobić jak kiedyś już misiałam - do jakiegoś dnia z przeszłości - tez nic... Gdy powierzyłam mężowi komputer to już działy się cuda wianki - spędził przy nim sporo czasu próbując ratować ale niestety w nocy poinformował mnie, że chyba padł dysk.
Więc szybkie szukanie faktury - bo nie pamiętałam jak stoję z gwarancją i znów wściekłość mega mnie ogarnęła - nie mogę znaleźć tak ważnego w tym momencie papierka. Udało mi się uzyskać duplikat - ale co z tego jak omsknęło się dosłownie kilka dni!!!
Trzeba mieć mega szczęście by komp tak padł kilka dni po upłynięciu gwarancji. Powinnam się czuć wyróżniona?
Prawo serii u mnie działa jak zawsze - nie tak dawno telefon mi zaszwankował - dotyk nie działał, ot tak sobie i już... Wymienili i na razie ok, teraz komp... i modlę się by to był koniec.
Gdy w serwisie zdiagnozowali - (szybka podróż po małego do przedszkola, potem jazda do Płocka... wpadłam do mamy - moja pierwsza teściowa, złota kobieta by napić się herbaty bo zimno, mokro... dzieci chciały do babci) już po niespełna półtorej godzinie miałam telefon co i jak. No i mój mąż miał rację - dysk jest uszkodzony.
Pan mi zaproponował dwa rozwiązania - mniejsza pojemność ale szybszy - albo większy ale wolniejszy... Ja miałam 320, ale nie wykorzystywałam nigdy go w pełni więc wzięłam ten mniejszy (250 ale szybszy) bo większy - 500 pojemności był wolniejszy a ja i tak nie przechowuje filmów w kompie w dużej ilości. Nie ukrywałam, ze i cena grała dużą rolę... tak samo jak i czas. Na inny dysk musiałabym poczekać około 5 dni roboczych - te miał pod ręką i jeszcze tego samego dnia mogłam odebrac kompa.
Ustaliłam wszystko, i czekanie na kolejny telefon gdy już wszystko będzie ok...
Ok 16 miałam do odbioru naprawionego kompa - nowy system zainstalowany, sterowniki, to co wydawało się potrzebne - tak by móc z niego korzystać. Został przetestowany, sprawdzony... i na moje życzenie przedmuchany :) Oj mniej się grzeje, odczuwam różnicę jak wypadło z niego kawałek kota :P
Śmieję się oczywiście :))) ale faktycznie zapasy kurzu miał.
Od wczoraj siedzę i odzyskuję ulubione ustawienia, adresy... tylko te cholerne hasła... ech...
Nie mam worda, exela... co wyszło dopiero gdy chciałam otworzyć jakiś dokument.
Po maleńku dojde do ładu... najważniejsze, że działa i że mam możliwość kontrolowania aukcji allegro (bo akurat się sprzedało kilka przedmiotów), sprawdzenia slada fundacji, załatwienia czegoś... czy nawet wyszukania jakiś informacji.
W takich momentach dostrzega człowiek z całą przejrzystością, jak bardzo istotny jest komputer w naszym życiu. Dla mnie jest swoistym okienkiem na świat - na wsi nie mam dostępu do takich możliwości, nie mam kontaktu z ludźmi az takiego. No i nie tylko kwestie rozrywkowe - ja ciągle staram się coś szukać, działać... by nasze saldo na subkonie w Fundacji nie stało w miejscu.
Kacper od poniedziałku znów chodzi do przedszkola - kaszel u niego jest ostatnio bardzo częsty, ale juz rozpoznaję różnicę między tym co jest a infekcją, gdzie potrzebny pediatra. Teraz wziewy, inhalacje i czasem cos do ssania by nawilżyc i złagodziś śluzówki - to powinno wystarczyć, byle nie złapał czegoś nowego.
Werka czasem sprawia, że nerwy mi puszczają... nie jest łatwym dzieckiem i potrafi tak podnieść adrenalinę, że szok. JUż rozważałam nawet czy nie trzeba powrócić do nauczania w domu (ma indywidualne na terenie szkoły, trzy dni w tygodniu)... tylko nie mogę odebrać jej kontaktu z rówieśnikami. Musi nauczyć się żyć w grupie, bronic się i działać wspólnie... Dostała się do chóru - z czego jest strasznie dumna. W poniedziałek akademia 11-listopadowa... oj już przeżywa strasznie :) Z jednej strony pozytywny stresik... takie emocje bo występ przed szkołą, z drugiej przeżywa bo ciężko nauczyć się tekstó piosenek (muszę jej chyba ściągnąć te pieśni, może wtedy łatwiej zapamięta jak będzie słuchała... ale jak ja zniosę słuchania "Ułani, ułani.... " przez tyle czasu? bo nie mam mp3 czy czegoś takiego, żeby słuchawki i tylko ona ma przyjemność :D
Ja niestety walczę z astmą - nie jest łatwo szczególnie jak mi adrenalinę tak podnoszą, a nerwowa jestem z deka. Pogoda wietrzna bardzo źle wpływa na moje samopoczucie - bolą nogi i stawy jak zawsze, wilgotno i zimno - więc ja jak sopelek lodu czasami mimo bliskości rozpalonego kominka. Nie czuję się komfortowo i pewnie dlatego zrobiłam się drażliwa ogólnie, ale to minie.
Zmniejszenie dawek leków wziewnych nie udało sie wpełni - alvesco zmniejszyłam, ale atrovent biorę nadal 3x3 a czasami dodatkowo jeszcze gdy czuję się kiepsko i musze używać dodatkowego inhalatora. Fostex bez zmian - 2x1 bo to silny lek i tego więcej nie można a działa 12 godzin.
Uciekam do swoich obowiązków - między gotowaniem, praniem i sprzątaniem ustawiam kompa dalej.
Dzieci już odebrane więc więcej nie wychodzę z domu, ciepła herbatka - jak skończę kawkę pić :D, kocyk przy kominku czeka... tylko niech ktoś posprząta za mnie bo mam leniwca :)
środa, 31 października 2012
...
http://dzieciom.pl/podopieczni/18646
To link do podstrony w Fundacji do subkonta Weroniki.
Dzisiaj oficjalnie pojawiła się już na stronie - więc podaję wszystkim zainteresowanym link by potwierdzić wczesniejszą informację.
Subkonto Werki jest puste (ma możliwość korzystania ze środków które ja zgromadziłam na swoim subkoncie, które teraz zostaną zaksięgowane z 1%... ).
Sama wpłacę na jej subkonto przysłowiową złotówkę by zrobić dobry początek dla mojej małej córeńki.
Ktoś chętny by przyłączyć się?
POjawił się błąd ale wyjaśnie to pewnie dopiero w poniedziałek (spróbuję dodzwonić się w piątek do Fundacji i to wyjaśnić - ale jeden wyraz inaczej i już zupełnie inaczej brzmi ta jednostka chorobowa)
To link do podstrony w Fundacji do subkonta Weroniki.
Dzisiaj oficjalnie pojawiła się już na stronie - więc podaję wszystkim zainteresowanym link by potwierdzić wczesniejszą informację.
Subkonto Werki jest puste (ma możliwość korzystania ze środków które ja zgromadziłam na swoim subkoncie, które teraz zostaną zaksięgowane z 1%... ).
Sama wpłacę na jej subkonto przysłowiową złotówkę by zrobić dobry początek dla mojej małej córeńki.
Ktoś chętny by przyłączyć się?
POjawił się błąd ale wyjaśnie to pewnie dopiero w poniedziałek (spróbuję dodzwonić się w piątek do Fundacji i to wyjaśnić - ale jeden wyraz inaczej i już zupełnie inaczej brzmi ta jednostka chorobowa)
wtorek, 23 października 2012
Nie chcę do szpitala!!!
Już pisałam, że mnie rozłożyło.
Zastrzyk jaki dostałam na ogotowiu w niedzielę, pozwolił mi przespac noc... ale rano znów duszności sie nasilały.
Pojechałam do przychodni, dostałam skierowanie do szpitala - ale strasznie stawiałam opór więc doktor na cito umówiła mnie do pulmonologa.
O 15 juz siedziałam pod gabinetem u doktor, dzieciaki w sdamochodzie na dole bo nie chciałam brać do przychodni by czegoś nie złapały.
Znów kolejna porcja leków - zwiększone dawki wziewnych i to znacznie.
Atrovent N mam teraz 3xdziennie po 4 dawki,
Alvesco 2x2 dawki
Fostex 2x1
Montelucast - 1x1 tabl
Mucosolvan inhalacje
no i piekielna Euphyllin CR retard... dwa razy.
Niestety Euphyllin zawsze źle znoszę na początku - w3 nocy nie mogłam trafić do łazienki, nie mogłam odnaleźć się we własnym domu, takie zawroty głowy mam.
Koncentracja jeszcze bardziej spadła.
Dzisiaj chyba wezmę mniejsze dawki i stopniowo będę zwiększać, bo i antybiotyki zaczną działać i będzie lepiej, bo wziewów znacznie więcej.
Dawno się tak nie wystraszyłam jak w niedzielę, ta duszność napawa ogromnym lękiem.
Doktor wczoraj tłumaczyła mi - że to lęk jest zupełnie bezwarunkowy, tak jak bóle wieńcowe (przy zawale tak samo jest lęk nad którym sie nie panuje).
Ten lęk potęguje paradoksalnie duszność, więc jest to jak najbardziej stan zagrożenia życia.
Swojej astmy nie traktowałam w kategoriach aż tak poważnej choroby - jak widać organizm uczy nas pokory, a raczej wstrętna choroba. Kiedyś dla mnie była to tylko astma, a teraz zaczyna być aż ASTMA!
Zaostrzyła się mocno i daje popalić. Teraz już jej nie lekceważę, a nawet nie da się zignorować bo zaraz pokazuje pazur.
Zastrzyk jaki dostałam na ogotowiu w niedzielę, pozwolił mi przespac noc... ale rano znów duszności sie nasilały.
Pojechałam do przychodni, dostałam skierowanie do szpitala - ale strasznie stawiałam opór więc doktor na cito umówiła mnie do pulmonologa.
O 15 juz siedziałam pod gabinetem u doktor, dzieciaki w sdamochodzie na dole bo nie chciałam brać do przychodni by czegoś nie złapały.
Znów kolejna porcja leków - zwiększone dawki wziewnych i to znacznie.
Atrovent N mam teraz 3xdziennie po 4 dawki,
Alvesco 2x2 dawki
Fostex 2x1
Montelucast - 1x1 tabl
Mucosolvan inhalacje
no i piekielna Euphyllin CR retard... dwa razy.
Niestety Euphyllin zawsze źle znoszę na początku - w3 nocy nie mogłam trafić do łazienki, nie mogłam odnaleźć się we własnym domu, takie zawroty głowy mam.
Koncentracja jeszcze bardziej spadła.
Dzisiaj chyba wezmę mniejsze dawki i stopniowo będę zwiększać, bo i antybiotyki zaczną działać i będzie lepiej, bo wziewów znacznie więcej.
Dawno się tak nie wystraszyłam jak w niedzielę, ta duszność napawa ogromnym lękiem.
Doktor wczoraj tłumaczyła mi - że to lęk jest zupełnie bezwarunkowy, tak jak bóle wieńcowe (przy zawale tak samo jest lęk nad którym sie nie panuje).
Ten lęk potęguje paradoksalnie duszność, więc jest to jak najbardziej stan zagrożenia życia.
Swojej astmy nie traktowałam w kategoriach aż tak poważnej choroby - jak widać organizm uczy nas pokory, a raczej wstrętna choroba. Kiedyś dla mnie była to tylko astma, a teraz zaczyna być aż ASTMA!
Zaostrzyła się mocno i daje popalić. Teraz już jej nie lekceważę, a nawet nie da się zignorować bo zaraz pokazuje pazur.
niedziela, 21 października 2012
Niedziela... nie taka spokojna i leniwa.
W sumie to zapowiadała się bardzo spokojnie i bez jakiś ekscesów.
Od rana przyjechała rodzinka na grzyby - było bardzo miło i symatycznie.
Poszli do lasy, ja zostałam z dzieciakami, zrobiłam obiad by towarzystwo po powrocie miało co zjeść.
Może ostatnio jestem słabsza i robię wszystko powolnie, ale od środy jestem chyba przeziębiona.
Niby zaczęło się lekko - jakieś łamanie w kościach, drapanie w gardle ale Wera w szpitalu to nie mogłam poleżeć.Chyba troszkę się doprawiłam - bo katar wczoraj lał się z nosa tragicznie (w pewnym momencie nie nadążałam oczyszczać nosa, bo trzymałam chusteczki pod nosem i samo jak z kraniku jakiegoś leciało).
Dołożyłam sobie leki od alergii, sudafed i w sumie to nie wiem czy sudafed czy Xyzal mi pomógł, bo po dwóch godzinach oddychałam normalnie.
W nocy kaszel dołączył - drażniący taki i z "klaty" czyli poszło na oskrzela, co mnie przy tej astmie nie dziwi.
Od pokasływania już bolało mnie w krtani, klatce piersiowej az piekło ale to nie było kłopotem takim wielkim samo w sobie. Od rana musiałam 4 razy zażyć inhalator jaki mam w razie duszności, dlatego gdy znów nie mogłam oddychać normalnie, męczyłam się mówiąc nawet, ciężko było mi się ubrać... zaliczyłam pogotowie.
Dostałam zastrzyk z żyłę (Hydrokortyzon), recepty na leki - antybiotyk plus kropelki do ucha, które juz zaczęło boleć ostro, Ketonal od bólu - pomógł całe szczęście.
Po zastrzyku dość długo czułam się oszołomiona i ospała, ale nareszcie moge oddychać bez gwizdania.
Dawno tak się nie wystraszyłam szczerze powiedziawszy.
Mam antybiotyk (bo i ucho stan zapalny i oskrzela) ale muszę szybko moją doktor pulmonolog odwiedzić.
Już przed tą infekcja czułam sie gorzej - ale jak zawsze brak czasu i tłumaczenie, że stres, że brak wystarczającego odpoczynku i ciągłe podróże do Weroniki albo z nią... ale jednak chyba trzeba zmienić coś w tym zestawie.
Alvesco 2x2 dawki teraz
Atrovent N 3x1 dawka
Fostex 2x1
Moncasta 1 tabl
Erdomed przy infekcji, inhalacje z soli fizjologicznej ile tylko się da i jest czas.
Wcześniej już miałam Pulmoterol, SteriNeb do nebulizacji, coś jeszcze w inhalatorze tylko nazwa uciekła.
W poprzednim etapie - przed dłuższą przerwą miałam Serevent dysk, Flixotide fdysc, Oxis, Ventolin - ta leki pamiętam ale pojawiło się również kilka, które miałam krótko bo nie było znaczącego efektu. Niestety leczenie sterydami doustnymi dało mi komfort pod względem astmy (wyciszyło ją pięknie, że nawet odstawienie wszystkich wziewów nie było problemem). Teraz nie chcę wracać do nich bo e3fekty uboczne, spadek odporności, wszystkie inne komplikacje jakie mam po przyjmowaniu sterydów napawają mnie ogreomnym lękiem. Póki jest szansa, są jeszcze jakieś leki które mogą zadziałać (działające miejscowo, wziewne itd... ) nie chcę łykac doustnych sterydów. Teraz jest więcej nowoczesnych leków niż kilka lat etmu, ale i moja choroba się trochę skomplikowała - nakładjaą się na siebie te schorzenia, dlatego nie jestem taka prosta w obsłudze :P
Nie będe gdybać i domysłó snuć co mi teraz bardziej dokucza - astma, osłabienie mięśni oddechowych się nasiliło czy jeszcze jakieś inne dziadostwo. Niech lekarze myślą - ja składam na dzisiaj broń i zamierzam odpoczywać... do rana :) Oby tylko ta noc była dla mnie łaskawa - przepana zdrowym, mocnym snem i rano wstać w pełni sił, pełną piersią łapac powietrze i korzystać z ostatnich tak ciepłych promieni słonka.
Od rana przyjechała rodzinka na grzyby - było bardzo miło i symatycznie.
Poszli do lasy, ja zostałam z dzieciakami, zrobiłam obiad by towarzystwo po powrocie miało co zjeść.
Może ostatnio jestem słabsza i robię wszystko powolnie, ale od środy jestem chyba przeziębiona.
Niby zaczęło się lekko - jakieś łamanie w kościach, drapanie w gardle ale Wera w szpitalu to nie mogłam poleżeć.Chyba troszkę się doprawiłam - bo katar wczoraj lał się z nosa tragicznie (w pewnym momencie nie nadążałam oczyszczać nosa, bo trzymałam chusteczki pod nosem i samo jak z kraniku jakiegoś leciało).
Dołożyłam sobie leki od alergii, sudafed i w sumie to nie wiem czy sudafed czy Xyzal mi pomógł, bo po dwóch godzinach oddychałam normalnie.
W nocy kaszel dołączył - drażniący taki i z "klaty" czyli poszło na oskrzela, co mnie przy tej astmie nie dziwi.
Od pokasływania już bolało mnie w krtani, klatce piersiowej az piekło ale to nie było kłopotem takim wielkim samo w sobie. Od rana musiałam 4 razy zażyć inhalator jaki mam w razie duszności, dlatego gdy znów nie mogłam oddychać normalnie, męczyłam się mówiąc nawet, ciężko było mi się ubrać... zaliczyłam pogotowie.
Dostałam zastrzyk z żyłę (Hydrokortyzon), recepty na leki - antybiotyk plus kropelki do ucha, które juz zaczęło boleć ostro, Ketonal od bólu - pomógł całe szczęście.
Po zastrzyku dość długo czułam się oszołomiona i ospała, ale nareszcie moge oddychać bez gwizdania.
Dawno tak się nie wystraszyłam szczerze powiedziawszy.
Mam antybiotyk (bo i ucho stan zapalny i oskrzela) ale muszę szybko moją doktor pulmonolog odwiedzić.
Już przed tą infekcja czułam sie gorzej - ale jak zawsze brak czasu i tłumaczenie, że stres, że brak wystarczającego odpoczynku i ciągłe podróże do Weroniki albo z nią... ale jednak chyba trzeba zmienić coś w tym zestawie.
Alvesco 2x2 dawki teraz
Atrovent N 3x1 dawka
Fostex 2x1
Moncasta 1 tabl
Erdomed przy infekcji, inhalacje z soli fizjologicznej ile tylko się da i jest czas.
Wcześniej już miałam Pulmoterol, SteriNeb do nebulizacji, coś jeszcze w inhalatorze tylko nazwa uciekła.
W poprzednim etapie - przed dłuższą przerwą miałam Serevent dysk, Flixotide fdysc, Oxis, Ventolin - ta leki pamiętam ale pojawiło się również kilka, które miałam krótko bo nie było znaczącego efektu. Niestety leczenie sterydami doustnymi dało mi komfort pod względem astmy (wyciszyło ją pięknie, że nawet odstawienie wszystkich wziewów nie było problemem). Teraz nie chcę wracać do nich bo e3fekty uboczne, spadek odporności, wszystkie inne komplikacje jakie mam po przyjmowaniu sterydów napawają mnie ogreomnym lękiem. Póki jest szansa, są jeszcze jakieś leki które mogą zadziałać (działające miejscowo, wziewne itd... ) nie chcę łykac doustnych sterydów. Teraz jest więcej nowoczesnych leków niż kilka lat etmu, ale i moja choroba się trochę skomplikowała - nakładjaą się na siebie te schorzenia, dlatego nie jestem taka prosta w obsłudze :P
Nie będe gdybać i domysłó snuć co mi teraz bardziej dokucza - astma, osłabienie mięśni oddechowych się nasiliło czy jeszcze jakieś inne dziadostwo. Niech lekarze myślą - ja składam na dzisiaj broń i zamierzam odpoczywać... do rana :) Oby tylko ta noc była dla mnie łaskawa - przepana zdrowym, mocnym snem i rano wstać w pełni sił, pełną piersią łapac powietrze i korzystać z ostatnich tak ciepłych promieni słonka.
piątek, 19 października 2012
18646...
18646...
Cóż to za cyferki?
To jest numer subkonta Weroniki w Fundacji Dzieciom Zdążyć z Pomocą.
Dzisiaj otrzymałam taka informację - na stronie Fundacji zapewne pojawi sie ona z małym opóźnieniem. Teraz wszystko jest opóźnione, przelewy wszelkie są wstrzymane bo caly system mają przekierowany na księgowanie 1%. Nie ma przelewów wychodzących, nie księgują się wpłaty... nie mam odstępu do salda ani innych informacji.
Tak ma być do końca października podobno.
Gdy pojawi się już na stronie Weronia - wkleję link.
Dla mnie istotne jest to, że już wszelkie formalności zostały dopelnione, nic nie było do poprawki, że subkonto zostało założone... Już może mała korzystać z pieniążków - z tych co ja uzbierałam, a teraz juz razem będziemy walczyć o nasze złotóweczki na subkoncie...
Już wspominałam, że mała była w szpitalu.
Została wypisana i niby wszystko ok, tylko skierowanie do nefrologa bo powiększone kielichy nerkowe...
Ha ha ha - w CZD zapisałam ją na 23 lipca. Szukałam dalej by ta wizyta nie była za 10 miesięcy - w Łodzi na Spornej znalazłam na 21 listopada.
Jednak cały czas szukam poleconego, dobrego nefrologa dziecięcego by prywatnie ją skonsultować.
Mała w domu więcej się rusza, chodzi, nie leży w łóżku jak w szpitalu... pije więcej bo zmuszam i pilnuję.
No i już wczoraj wieczorem pojawił się ból - nie tak silny jak wcześniej ataki (no i podałam zaraz nospę i pyralginę) ale dokuczał jej dość dość, aż nudności miała (może od leków???) zbladła przy tym.
Martwię się, bo żeby to nie był początek jakiegoś innego kłopotu...
Oby jakaś błachostka tylko, a to powiększenie jakimś stanem zapalnym ktry już zszedł i nie widać w badaniach (CRP w normie).
Kacper po anginie a raczej antybiotyku znów kaszel na maxa rozhuśtany, duszności... Ale już wiem co i jak, radzimy sobie wziewami itd... za kilka dni dojdzie do siebie, podnosimy odporność.
Dostaje syropek - ImmunoGlucan bo tego jeszcze ie brał i może załapie?
Fakt, że trzeba podawać przynajmniej 3 miesiące a nie jest to takie tanie, ale jeśli ma pomóc...
Z radosnych nowin - dzisiaj odebrałam nakrętki ze szkoły w Lucieniu!!!
Kochane dzieciaki uzbierały naprawdę pokaźna ilość. Zapakowałam bagażnik, i tył samochodu...
Jest tego całkiem sporo jak na tak krótki czas - oby tak dalej!!!
Mam nadzieję, że się rozkręci i inne szkoły się tez aktywnie przyłączą do mojego zbierania.
Gdy tylko uda mi się wydostac worek z tylnego siedzenia - pasażer workowy się wpasował na całęgo i sama nie wyjmę - zrobię zdjęcie i się pochwalę :))))
Cóż to za cyferki?
To jest numer subkonta Weroniki w Fundacji Dzieciom Zdążyć z Pomocą.
Dzisiaj otrzymałam taka informację - na stronie Fundacji zapewne pojawi sie ona z małym opóźnieniem. Teraz wszystko jest opóźnione, przelewy wszelkie są wstrzymane bo caly system mają przekierowany na księgowanie 1%. Nie ma przelewów wychodzących, nie księgują się wpłaty... nie mam odstępu do salda ani innych informacji.
Tak ma być do końca października podobno.
Gdy pojawi się już na stronie Weronia - wkleję link.
Dla mnie istotne jest to, że już wszelkie formalności zostały dopelnione, nic nie było do poprawki, że subkonto zostało założone... Już może mała korzystać z pieniążków - z tych co ja uzbierałam, a teraz juz razem będziemy walczyć o nasze złotóweczki na subkoncie...
Już wspominałam, że mała była w szpitalu.
Została wypisana i niby wszystko ok, tylko skierowanie do nefrologa bo powiększone kielichy nerkowe...
Ha ha ha - w CZD zapisałam ją na 23 lipca. Szukałam dalej by ta wizyta nie była za 10 miesięcy - w Łodzi na Spornej znalazłam na 21 listopada.
Jednak cały czas szukam poleconego, dobrego nefrologa dziecięcego by prywatnie ją skonsultować.
Mała w domu więcej się rusza, chodzi, nie leży w łóżku jak w szpitalu... pije więcej bo zmuszam i pilnuję.
No i już wczoraj wieczorem pojawił się ból - nie tak silny jak wcześniej ataki (no i podałam zaraz nospę i pyralginę) ale dokuczał jej dość dość, aż nudności miała (może od leków???) zbladła przy tym.
Martwię się, bo żeby to nie był początek jakiegoś innego kłopotu...
Oby jakaś błachostka tylko, a to powiększenie jakimś stanem zapalnym ktry już zszedł i nie widać w badaniach (CRP w normie).
Kacper po anginie a raczej antybiotyku znów kaszel na maxa rozhuśtany, duszności... Ale już wiem co i jak, radzimy sobie wziewami itd... za kilka dni dojdzie do siebie, podnosimy odporność.
Dostaje syropek - ImmunoGlucan bo tego jeszcze ie brał i może załapie?
Fakt, że trzeba podawać przynajmniej 3 miesiące a nie jest to takie tanie, ale jeśli ma pomóc...
Z radosnych nowin - dzisiaj odebrałam nakrętki ze szkoły w Lucieniu!!!
Kochane dzieciaki uzbierały naprawdę pokaźna ilość. Zapakowałam bagażnik, i tył samochodu...
Jest tego całkiem sporo jak na tak krótki czas - oby tak dalej!!!
Mam nadzieję, że się rozkręci i inne szkoły się tez aktywnie przyłączą do mojego zbierania.
Gdy tylko uda mi się wydostac worek z tylnego siedzenia - pasażer workowy się wpasował na całęgo i sama nie wyjmę - zrobię zdjęcie i się pochwalę :))))
środa, 10 października 2012
Nie mam już sił...
Naprawdę nie ma juz sił, wyczerpują się wszystkie rezerwy.
Wczoraj wieczorem Kacperek zaczął gorączkować - o tak ni zgruszki, ni z pietruszki przyszedł, że główka boli. Bardzo boli.... aż kazał sobie okłady robić, światło gasić, przyciszyć pościel (szeleściła za głośno??? ).
Gdy zmierzyłam gorączką - znów ponad 39*... Tradycyjnie wyciągnęłam syropy (paracetamol, ibuprofen na zmianę co 4 godz - znów zapasy trzeba uzupełnić bo na wyczerpaniu).
Podałam też soczek - choć nie chciał wypić, tylko samą zwykła herbatkę... letnią.
Noc ciężka - przebudzanie się co chwila, gorączka falami narastała, bóle itd...
Lekarz rano rozpoznał anginę więc wierzę, że czuł się źle.
Znów antybiotyk musi dostać, bo jak inaczej anginę wyleczyć?
Weroniczka wycięła lepszy numer - ok 21 zaczęło ją bardzo boleć w boku prawym.
Ból tak silny aż jej się słabo zrobiło.
Sprawdziłam na ile sama wiem - wydawało się, że nie wyrostek (nie to miejsce, inne trochę objawy) ale podejrzewałam kolkę nerkową (kamyczek?).
Podałam nospę forte, paracetamol w najwyższej dawce dla niej, no i nie przeszło.
Ból jest taki nachodzący falowo - jak łapie skurcz, ból to dosłownie ją ścina.
Pojechałam do lekarza z nimi z samego rana - wyrostek to nie jest (chirurg oglądał), wszystko wskazuje na nerkę. Dostała zastrzyk na miejscu - ketonal, papaweryna i coś jeszcze było... czekamu czy przejdzie.
Na razie minęła godzina, i boli!!!
Jeszcze troszkę mam poczekać... jak nie przejdzie to znów do lekarza i prawdopodobnie skierowanie do szpitala.
Jak ja się rozdwoję? Kacper chory z anginą musi siedzieć w domu, ona gdy wyląduje w szpitalu trzeba jechać... życie jest piękne jednym słowem :/
Wczoraj wieczorem Kacperek zaczął gorączkować - o tak ni zgruszki, ni z pietruszki przyszedł, że główka boli. Bardzo boli.... aż kazał sobie okłady robić, światło gasić, przyciszyć pościel (szeleściła za głośno??? ).
Gdy zmierzyłam gorączką - znów ponad 39*... Tradycyjnie wyciągnęłam syropy (paracetamol, ibuprofen na zmianę co 4 godz - znów zapasy trzeba uzupełnić bo na wyczerpaniu).
Podałam też soczek - choć nie chciał wypić, tylko samą zwykła herbatkę... letnią.
Noc ciężka - przebudzanie się co chwila, gorączka falami narastała, bóle itd...
Lekarz rano rozpoznał anginę więc wierzę, że czuł się źle.
Znów antybiotyk musi dostać, bo jak inaczej anginę wyleczyć?
Weroniczka wycięła lepszy numer - ok 21 zaczęło ją bardzo boleć w boku prawym.
Ból tak silny aż jej się słabo zrobiło.
Sprawdziłam na ile sama wiem - wydawało się, że nie wyrostek (nie to miejsce, inne trochę objawy) ale podejrzewałam kolkę nerkową (kamyczek?).
Podałam nospę forte, paracetamol w najwyższej dawce dla niej, no i nie przeszło.
Ból jest taki nachodzący falowo - jak łapie skurcz, ból to dosłownie ją ścina.
Pojechałam do lekarza z nimi z samego rana - wyrostek to nie jest (chirurg oglądał), wszystko wskazuje na nerkę. Dostała zastrzyk na miejscu - ketonal, papaweryna i coś jeszcze było... czekamu czy przejdzie.
Na razie minęła godzina, i boli!!!
Jeszcze troszkę mam poczekać... jak nie przejdzie to znów do lekarza i prawdopodobnie skierowanie do szpitala.
Jak ja się rozdwoję? Kacper chory z anginą musi siedzieć w domu, ona gdy wyląduje w szpitalu trzeba jechać... życie jest piękne jednym słowem :/
czwartek, 4 października 2012
Pierwsze koty za płoty...
No to już po pierwszej transakcji - nakrętki, które uzbierałam z Waszą pomocą pojechały do firmy na przemiał :)
Teraz pozostał pusty plac, który zamierzam oczywiście szybko zapełnić nowymi workami :))))
Niestety Wasza pomoc jest konieczna - sama nic nie zdziałam niestety.
Po pierwsze - samej strasznie trudno znaleźć mi miejsca gdzie będa zbierać (na maile nie odpowiadają ani szkoły, ani inne instytucje). Nie jestem az tak mobilna (samochód jest, ale mam ograniczenia czasowe jak i fizycznie nie dam rady dużo zdziałać, bo ostatnio całkiem mnie spina ból stawów).
Trzeba rozreklamować akcję, pomóc zbudować sieć punktów... Ja jestem jedna i czasami mam wrażenie, że porywam się z motyką na słońce.
Teraz troszkę o życiu - Kacper CHORY... taaa, rano pobudka kaszlem, oj biedny dusił się... więc tylko czekałam jak otowrzą przychodnie by jechac do pediatry... Do przedszkola chodził całe 4 dni, licząc piątek przed weekendem.
Nie ma stanu zapalnego na szczęście, ale świszczący oddech, skurcz oskrzeli znaczny... więc inhalacje z leków rozszerzających (Berodual+sól fizjologiczna) Pulmicort dalej zwiększony by nie dopuścić do rozwoju infekcji, Singulair wieczorem...
Weronika znów ma jazdy z żołądkiem - chyba stres szkolny... coś musi podświadomie nawet przeżywać, do tego objawy jelita drażliwego się pojawiły. Dostała leki troszke inne (silniejsze od żołądka i mamy wypróbować czy Tribux coś pomoże).
Ja jestem zmęczona - a to dopiero miesiąc szkoły, troszkę chorobowo... ale czasami nie wiem w co mam ręce włożyć. Życie... trzeba się ogarnąć jakoś i ustawić cały tydzień, by można było załatwic coś więcej niż "podstawę". Tylko, żeby zdrowia starczyło, żeby mniej bolało to w końcu się rozkręcę :)
Teraz pozostał pusty plac, który zamierzam oczywiście szybko zapełnić nowymi workami :))))
Niestety Wasza pomoc jest konieczna - sama nic nie zdziałam niestety.
Po pierwsze - samej strasznie trudno znaleźć mi miejsca gdzie będa zbierać (na maile nie odpowiadają ani szkoły, ani inne instytucje). Nie jestem az tak mobilna (samochód jest, ale mam ograniczenia czasowe jak i fizycznie nie dam rady dużo zdziałać, bo ostatnio całkiem mnie spina ból stawów).
Trzeba rozreklamować akcję, pomóc zbudować sieć punktów... Ja jestem jedna i czasami mam wrażenie, że porywam się z motyką na słońce.
Teraz troszkę o życiu - Kacper CHORY... taaa, rano pobudka kaszlem, oj biedny dusił się... więc tylko czekałam jak otowrzą przychodnie by jechac do pediatry... Do przedszkola chodził całe 4 dni, licząc piątek przed weekendem.
Nie ma stanu zapalnego na szczęście, ale świszczący oddech, skurcz oskrzeli znaczny... więc inhalacje z leków rozszerzających (Berodual+sól fizjologiczna) Pulmicort dalej zwiększony by nie dopuścić do rozwoju infekcji, Singulair wieczorem...
Weronika znów ma jazdy z żołądkiem - chyba stres szkolny... coś musi podświadomie nawet przeżywać, do tego objawy jelita drażliwego się pojawiły. Dostała leki troszke inne (silniejsze od żołądka i mamy wypróbować czy Tribux coś pomoże).
Ja jestem zmęczona - a to dopiero miesiąc szkoły, troszkę chorobowo... ale czasami nie wiem w co mam ręce włożyć. Życie... trzeba się ogarnąć jakoś i ustawić cały tydzień, by można było załatwic coś więcej niż "podstawę". Tylko, żeby zdrowia starczyło, żeby mniej bolało to w końcu się rozkręcę :)
poniedziałek, 1 października 2012
Szkoła w Rogotwórsku w tym roku również z nami :)
Mam potwierdzone, że Szkoła Podstawowa w Rogotwórsku również w tym roku zbiera nakrętki dla mnie.
Bardzo się cieszę - to druga szkoła, która oficjalnie potwierdziła swój udział w akcji.
No i mam dość ciekawą informację - zbieramy jak już wszyscy wiedzą:
- nakrętki
-płyty DVD, CD i opakowania od nich
Plastikowe pojemniczki itp...
- WIESZAKI plastikowe - dlatego staram się znaleźć kogoś w jakimś centrum handlowym, galerii bi tam jest tego najwięcej i sa wyrzucane. Takie jednorazowe, wyginają się we wszystkie strony pod własnym ciężarem... gdyby ktoś mógł mi pomóc w okolicy...
Bardzo się cieszę - to druga szkoła, która oficjalnie potwierdziła swój udział w akcji.
No i mam dość ciekawą informację - zbieramy jak już wszyscy wiedzą:
- nakrętki
-płyty DVD, CD i opakowania od nich
Plastikowe pojemniczki itp...
- WIESZAKI plastikowe - dlatego staram się znaleźć kogoś w jakimś centrum handlowym, galerii bi tam jest tego najwięcej i sa wyrzucane. Takie jednorazowe, wyginają się we wszystkie strony pod własnym ciężarem... gdyby ktoś mógł mi pomóc w okolicy...
Subskrybuj:
Posty (Atom)